June 6th, 2007
Rozdział 8 - Wielka draka na dzielni
- O wpiździaw! – Maciugą targnął nagły spazm. – Mariolka, szykuj się – będzie flashback – i ścisnął zębami sroma Mariolki tak, że ta zawyła jak porządna suka pana. Chwilę później, Porucznik poczuł jakby go ktoś latarką po plerach przejechał.
* * *
Sypała jarał już z dziesiątego szluga, odkąd skończył rozmowę z Faflunem. Czuł w sobie moc. Wspaniała wizja Jego – Siewcy Pożogi, Strachu i Spermy Na Udzie wciąż dawała mu niezłego speeda. Generał obiecał, że postara się załatwić wszystko, o co prosił, ale że to może nieco potrwać.
Z oddali doszedł go, najpierw stłumiony, później nieco wyraźniejszy, odgłos śmigłowców. Po częstotliwości dźwięku rozpoznał w nich Apache AH-64 – wkrótce na niebie pojawiła się ich cała eskadra. Niemal w tym samym czasie, na ulicę wjechały czołgi, w asyście transporterów opancerzonych, z których po chwili wyskoczyli żołnierze. Niedaleko Sypały zaparkował czarny Hummer – wysiadł z niego Faflun, ubrany w swój stary generalski mundur (orderów miał w chuj).
- Nieźle Sypała, co? – Generał był wyraźnie z siebie zadowolony – i obyś kurwa miał coś konkretnego z tymi żółtymi pasożytami, bo inaczej będziesz Maciudze lizał dupsko przez miesiąc poza kolejnością!
- Spoko wodza, szefie – Sypała był wyraźnie z siebie zadowolony – mam takie materiały, że skośniakom odechce się plugawić naszą kochaną matkę-Rosyj… znaczy Polskę! przez kilka następnych stuleci. Tak im się dobierzemy do dupy, że zmieni im się kolor skóry! Na barykad…
- Stól pysk, kurwi psie i gadaj co masz na żółciaków!
- Proszę – Sypała podał Faflunowi plik dokumentów.
- Recepta na czopki doodbytnicze „Wsadź i zapomnij”? Kupon rabatowy w salonie masażu „Rwij suta”? Co to, kurwa jest?!
- Przepraszam, nie ta kieszeń… Proszę – Generał zerknął na podsunięte przez Sypałę materiały.
- Melduję, że oddział jednostki specjalnej Srom jest gotów do działania – jak spod ziemi wyrósł przed nimi potężnie zbudowany murzyn.
- W samą porę – odsalutował Faflun, kończąc czytać dokumenty Sypały.
- Pułkowniku Poruchałby, proszę przygotować oddziały do akcji „Szczepionka przeciw żółtaczce”.
* * *
Sypała, sypała, ty kurwo - nucił sobie mały chłopiec biegający po łące pełnej traw i kolorowych kwiatów. Było widać, że wędrówka jąder jeszcze się nie rozpoczęła. Za chłopcem biegła jakaś kobieta, chyba jego matka. Wesoło wykrzykując na chłopca udawała, że za nim goni. Całej sytuacji przyglądał się starszy, potężny mężczyzna. Śmiał się na ten widok razem z nimi. Kobieta jak można się było dopatrzeć była ciężarna.
Czyste niebo zaczęło powoli się ściemniać. Na gładkiej tafli położonego u dołu pagórka stawu pojawiły się niewielkie fale. Chmury stawały się coraz gęstsze i ciemniejsze. Chłopiec zajęty zabawą małym nawet tego nie zauważył. Jego matka zauważając zbliżającą się burzę podbiegła do niego chcąc zaprowadzić go do ich chatki. Usłyszała pierwszy grzmot od strony lasu. Spojrzała w kierunku gęstych drzew i wtedy w pobliżu uderzyła kolejna błyskawica rozświetlając ciemny bór. Między drzewami zauważyła poczwarne twarze, które podstępnym wzrokiem patrzyły w kierunku jej i małego chłopca. Grubszy mężczyzna, który wcześniej z radością obserwował zabawę dziecka teraz śmiał się jeszcze bardziej. Nie widział sunących wzdłuż lasu postaci, ale czuł moc, wiedział, że on tu rządzi. Radość sprawiała mu wystraszona mina matki i chłopca.
Kolejna błyskawica uderzyła jeszcez bliżej. Zrobiło się ciemno, ale po chwili Porucznik znów zobaczył ciemną łąkę przykrytą ciężarem ulewy i postaci… wyglądające już zupełnie inaczej. Mężczyzna zniknął, wilki wyszły z lasu, matka goniła za dzieckiem, ale nie biegnąc, tylko skacząc niczym żaba. Używała piczy jak sprężyny. Chciała nią pochłonąć chłopca i zeżreć go niczym ośmiornica. Chłopiec z piskiem uciekał. Teraz Maciuga widział go wyraźnie, był skośnooki. Krzyczał głośno Mamo, nie, przestań, nie! i płacząc uciekał jak najdalej. Kobieta wołała na niego stój! nie uciekniesz synku…. Powtarzała jego imię, ale to jakby gasło wśród grzmotów burzy… i w pewnym momencie nastał ten moment, nadeszła ta pora kiedy matka dogoniła syna i zaczeła powoli nakrywać wargami jego głowę. Maciuga stanął otępiały, jego oczom ukazały się pokazy jego matki w objazdowej galerii osobliwości i pochłanianie szparą i odbytem wszystkiego co popadnie przed ogromną publiką. O, nie! Przeszłośc mnie zabija! - wyrzyczał Porucznik.
- Oszczędź dziecko lachonie pierdolony! On może żyć, być dobrym człowiekiem dla innych! - krzyczy Maciuga.
Co ja pierdole, jak mały chińczyk może być dobry? Przecież jak tak dalej pójdzie to wszędzie będzie ich pełno. Giń w przestworzach cipy skośnooka zakało tego Świata!!! - pomyślał. Mamuśka z radością na twarzy pochłaniała powoli swojego potomka. Już nie wiele do końca pozostawało, kolana było jeszcze widać … po chwili kostki. Na koniec pomachał jeszcze do Maciugi palcami od nóg na pożegnanie. I zniknął w otchłani chiński potomek!
Maciuga stanął, założył na szyję biało-czerwony szalik z napisem: Polska ponad wszystko i zaczął śpiewać: We are the champions, we are the champions…
W tym momencie nastąpił upadek mamusi na glebę, nie wytrzymała presji i zasłabła. Maciuga wykorzystał ten moment, z plecaka wyjął saperkę i zaczął grzebać w piczy Monster-Mom. Udało się, mam ofiarę na czarną mszę! pomyślał po wydłubaniu 3 - letniej dziewczynki. Oj, mamuśka miała chyba więcej potomstwa?! - kontynuował swoją myśl. Porucznik zapakował kandydatkę do położenia na ołtarzu i udał się w okolice pieczary - miejsca kultu i czczenia jego jedynego Pana - Szatana.
* * *
Maciuga ocknął się oszołomiony. Leżał sam w ciemnym korytarzu, pod sufitem migotało niezbyt jasne światło, jakby z żarówki 15W. Przez ciszę od czasu do czasu przebijało się bzyczenie nienajlepszej instalacji elektrycznej.
- Mariolka! Gdzie polazłaś szmato?! - wycedził przez zęby Porucznik.
Odpowiedzi nie było. Zostawiła mnie, jebana - pomyślał Maciuga i powoli podźwignął się na nogi, które zachowywały się, jakby były pozbawione kości.
- Za każdym razem to samo! Jebane fleszbeki - syknął Porucznik i udawanym truchtem ruszył dalej.
Musiał wydostać się stąd wydostać, gdziekolwiek się teraz znajdował. Po kilkunastu metrach usłyszał za plecami jakiś hałas. Przystanał na chwile i nasłuchiwał. Nagle spod stóp usłyszał:
- Hej, huuhhh, nareszcie, huuuh huuuh, zaczekaj, huuh, chwilkę, huuh huuuuuhhh
Maciuga spojrzał na posadzkę i zobaczył małego, gadającego gluta, który pełźnie w jego stronę. To Niby-sperma - pomyślał Porucznik - jestem uratowany! Każdy wie, że jeżeli uda się przechytrzyć Niby-spermę, ona będzie musiała spełnić każde życzenie, a Porucznik chciał teraz tylko jednego - dotrzeć na posterunek.
- Cześć Niby-spermo! Miło mi Cię widzieć. Masz dla mnie zagadkę?
- Cześć, mam, mam, właśnie dlatego Ciebie gonię taki kawał! Potrzebuję kawał chuja jak nic innego!
No właśnie, nic nie jest do końca różowe. Zabawy z Niby-spermą mogą skończyć się dla zwykłego śmiertelnika utratą kawałka chuja, którym żywi się Niby-sperma - odgadniesz zagadkę, wykrywasz, nie odgadniesz, tracisz kawał chuja.
- No to dawaj!
- Ok, co to jest? Robi “kłi”, na zimę śpi i myśli, że jest niezły?
O kurwa… - pomyślał Porucznik - trudne… Przeglądał w głowie kartoteki wszystkich spraw, jakie do tej pory prowadził, ale nic nie pasowało do tego opisu. Już tracił nadzieję, aż nagle znalazł dokumenty sprawy sprzed 15 lat - bestia gwałcąca ludzi po osiemdziesiątce w Parku Miejskim.
- To człowiekoniedźwiedzioświnia!
- Ehhh… tym razem udało Ci się… - powiedziała wyraźnie rozczarowana Niby-sperma - czego chcesz?
- Wydostań mnie stąd! Chcę dostać się na mój posterunek!
- Dobrze. Musisz teraz mnie połknąć.
Porucznik nie miał dużego doświadczenia w połykaniu, ale jakoś dał radę. Poczuł tylko, jak chłodna gęsta ciecz przelatywała przez jego przełyk i utracił świadomość.
„Pojebało ich, normalnie” – pomyślał Porucznik, gdy po raz kolejny przyszło mu stracić świadomość w tej opowieści. Łeb go napierdalał, że hoho. Symbioza z Niby-spermą okazała się dla Maciugi nader bolesnym doświadczeniem. Detektyw niepewnie rozejrzał się po pomieszczeniu – jego położenie nie zmieniło się nawet o 666 milimetrów (Yeah, Szatanie!).
- Osz ty podstępna, oślizgła, w białe, zgluciałe, wyjebane kakaowe oko, szmato-kurwo Niby-spermo! Oszukałaś mnie!
Się nie boi się niech – usłyszał jakby w głowie. Od teraz będę ci towarzyszyć, więc przywyknij do „głosu w czaszcze”.
- No w pizdę twą…
O, wypraszam, nie mam pizdy – Porucznik tylko jęknął. Jego sytuacja z minuty na minutę stawała się coraz bardziej chujowa.
- Co teraz? – dodał, jakby od niechcenia.
Cóż, gdy tak sobie smacznie odpoczywałeś, świat na górze nieco się zmienił. Pozwól więc, że streszczę ci w kilku słowach wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu godzin. – Niby-sperma wstrzymała oddech, jakby chciała podnieść dramatyzm sytuacji. Maciuga i tak to miał w chuju. – Na górze toczy się regularna bitwa – żółci kontra Faflun. Oddziały tego pojeba otoczyły Dzielnię szczelnym kondomem, tak, że nawet nasze specjalne oddziały Ninja-Spermy nie są w stanie się przedrzeć. Chce nas chuj wziąć na wstrzymanie. Nie wie jednak, że w ukrytych magazynach rozsianych po całej Dzielni zapasów vifonów mamy tyle, że starczy nam go na 3-letnią blokadę zwieraczy. Faflun nie wie też o najważniejszym – Projekcie Wielka Sraka, który był wielką tajemnicą Tyr… ups.
Maciudze zapaliła się lampka – „Tyrajada!” Ha! No teraz wszystko zaczynało się układać. Dlaczego nie wpadł na to wcześniej? Przecież to było takie oczywiste! Pospiesznie wstał z ziemi, otrzepał pył z różowego lateksu… Co takiego?! Dopiero teraz detektyw zauważył, że jest ubrany w obcisły, lateksowy, różowy uniform, z metalowymi suwakami na piersiach i brzuchu. Na pośladkach miał wycięty okrągły placek i napis: „Wsadź mi coś w dupę”.
Oddział delta przemykał wąskimi uliczkami chińskiej dzielnicy. Zmierzchało, przez co ograniczona o tej porze dnia widoczność człowieka nie dawała najmniejszych szans na zauważenie komandosów. Niczym nietoperze pomiędzy drzewami, tak teraz oddział przelatywał pomiędzy klatkami schodowymi kolejnych budynków. Zamaskowany dowódca drużyny zatrzymał się i podniósł zaciśniętą w pięść rękę na wysokość swojej głowy. Reszta członków zatrzymała się w miejscu i ostrożnie rozejrzała się po otoczeniu. Dowódca kolejnym gestem dłoni wydał rozkaz podzielenia się na dwójki i cała ekipa rozpłynęła się w następnej uliczce.
Porucznik obserwował całe zdarzenie przez kratkę ściekową, za którą znalazł schronienie. Nie potrafił rozpoznać emblematów oddziału przez co nie wiedział czy ma doczynienia z wrogiem czy z przyjacielem. W moim aktualnym stroju zresztą każdy spotkany osobnik to wróg - pomyślał Maciuga.
- Tyraj pałę suko - usłyszał w odpowiedzi głos Niby-spermy w głowie.
Nie mógł już wytrzymać towarzystwa nieproszonego gościa w swoim ciele. Nie bardzo wiedział jak się pozbyć pasożyta, ale postanowił postąpić zgodnie ze starym polskim porzekadłem “Czym się strułeś, tym sie lecz”. Długo się nie zastanawiając rozpiął jeden z suwaków, wyjął parówę i zaczął walić konia. Trochę to trwało, ponieważ wilgoć studzienki ściekowej zniechęcała do tego typu zagrań, w końcu jednak poczuł zbliżający się koniec. Zrobił więc gimnastyczną świecę i sfinalizował zabawę spustem do swojego ryja. I jeszcze raz, i jeszcze. Połykał wszystko jak karmione przez matkę piskle. Łapczywie zlizywał resztki nasienia z podłogi.
Nagłe drgawki targnęły jego ciałem. Niby-sperma odezwała się po raz kolejny w jego głowie. Nieeeee!!!!. Z ogromnym hukiem grzmotnęła o ścianę i rozpłaszczyła się na drobne kawałki. W rozproszeniu nie były w stanie zbuntować się zasadom zagadkowej gry i Maciuga poczuł, że jego ciało zaczyna się dematerializować.
Ciemność, jasność, ogromna prędkość, krzyrzujące się wymiary czasoprzestrzeni…
Maciuga zmaterializował się w głównym hallu komisariatu. Jego życzenie zostało spełnione. Tylko kurwa jak ja wyglądam pomyślał sobie. Strój pedała z dziurą na dupie i rozpiętym rozporem, z którego wystawał zwisający brudny kutas. Ślady spermy na ustach i klatce piersiowej oraz trochę “żelu” we włosach. Pech chciał, że do miasta przyjechała właśnie jego matka, która nie zastając go w domu przez kilka dni postanowiła poszukać synka w pracy.
Maciuga zauważył ją przy jednym z automatów telefonicznych. Właśnie w całości pochłonęła go pizdą. Zauważyła go. Nie wiedział co robić, więc wybiegł z komisariatu i zaczął biec przed siebie przez ulice miasta. W głowie miał już widok skaczącej na piździe jak na sprężynie mamuśki… to jakaś plaga mamusiek pochłaniaczy - pomyślał Maciuga widząc przed oczyma widok chińskiego chopca zaginionego w piczy Monster-Mom. Nagle przystanął, postanowił stawić jej czoło i sprawić by znikła raz na zawsze z jego życia.
- Słucham? - spokojnym głosem wydusił w stronę mamy, która to właśnie go dogoniła.
- Dlaczego mnie unikasz? - nagle nastąpił przeraźliwy bek mamuśki, niczym ryk lwa na sawannie przy przegryzaniu nóżek Stasia i Nel, i wysyp żetonów na chodnik.
- Przybyłam do miasta Ciebie odwiedzić, a ty nawet nie uściśniesz mamusi? - kontynuowała po beku mama Maciugi.
Maciuga zdezorientowany słowami i monetami na chodniku milczał przez chwile. W jego głowie była tylko jedna myśl, która zdecydował się wypowiedzieć w tym momencie.
- Swoimi występami zniszczyłaś moje dzieciństwo. Koledzy nie porzyczali mi piłki do nogi do domu, bo mówili, że nie będą jej wygrzebywali z twojej cipy, żeby ją odzyskać. W hokeja zimą też nie mogłem grać, krążki i kije w domu nie były dłużej niż 3 minuty. Nie wspomnie już o wiosłach z klubu wioślarskiego, na które żeby zwrócic musiałem zarabiać zbierając truskawki u włocha mieszkającego w Polsce - Kapo Musso. Dlaczego musiałaś wszystko pochłaniać, w domu nawet telewizor był żadkością. Wypaczyłaś mi całe moje życie. - skończył Porucznik.
Nastała cisza. Po chwili została przerwana piardem mamuśki. Maciuga poczuł woń zardzewiałego żelastwa.
- O żesz kurwa. Więcej w tobie stali niż w Robocopie.
- Cóż mogę poradzić? Muszę ci coś powiedzieć. - zawiesiła na chwilę głos. Lzy zaczeły jej płynąc z oczy.
- Nie płacz, bo zardzewiejesz - odparł Maciuga.
- Moje dni dobiegają końca, właśnie dlatego przyjechałam do ciebie. Muszę ci zdradzić pewną tajemnicę. Nigdy nie wspominałam ci o tym, ale masz rodzeństwo.
- Co? Mam brata czy siostre? - zapytał Maciuga. Jeżeli siostre i niezła z niej dupa to sprzedam ją do burdelu sadomaso w Niemczech, a jeżeli brat to załatwie mu posadę w policji - narodziła się myśl w jego głowie.- Brata. - odparła.
Nici z interesu, ale co tam, mam brata, z którym stworze duet, którego obawiać się będą żółtki. - pomyślał Maciuga.
- Wiesz kim on jest? Powiesz mi jak się z nim skontaktować? - zapytał z lękiem w głosie.
- Tak, znasz go bardzo dobrze. Spotykasz go niemal codziennie. Po tym jak oddałam go do domu małego dziecka, nadali mu inne nazwisko.
- Powiedź mi wreszcie jak się on nazywa. - ponagla matke.
- Teraz nosi nazwisko Sypała.
Maciuga słysząc to padł na ziemie i z nerwów zaczeło nim tak rzucać, jak podczas wybuchu wulkanu na Honsiu. Mamuśka przerażona tym, co dzieje się z jej synkiem podbiegła do niego i kucnęła przy nim… Za blisko… Siła ssąca mamusinej piczki wciągnęła bezwładnego Porucznika w czerwoną otchłań.
