September 13th, 2007
Rozdział 16 - Sprzedaż Duszy
Po kilku dniach Porucznik otrzymał przesyłką kurierską towar od swojego znajomego. Rozpakował paczkę i odfoliował pierwszą parę kapci. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Szybko odwinął też druga parę… To samo… Coś było nie tak. Nigdy nie przewidywał, że coś takiego zdaży się właśnie jemu. Słyszał co prawda o stygmatykach wiele historii, ale on? Może nie były to typowe stygmaty, ale wiara w nierzeczywiste rzeczy przenosiła je do świata rzeczywistego. Jego niedawny sen zaczął nabierać coraz bardziej realnych kształtów.
Kapcie jak to kapcie. Gruby, ciepły materiał, zielona krata na jednym z dwóch modeli (na drugim czerwona). Najdziwniejsze jednak było to, że na grzbiecie kapcia naklejona była tandetna naszywka (taka jak komunistyczne łaty w kształcie jabłka lub gruszki naszywane na spodnie małych chłopców) w kształcie serca, przedtawiająca twarz murz… murzy… MURZYDA!!!! Czarnoskóra postać z pejsami i chujem na czole. To był on. To był Maciuga…
- Nie!!!!!!!!!!!!!!!! - Porucznik w dzikiej agresywnej (i do przodu) furii wybiegł z pokoju na balkon
- Nie!!!! (Nie!! Nie! Nie Nie…) - echo okrzyku porucznika jeszzce przez długi czas rozbrzmiewało na podwórkach blokowiska.
Podwórkowi blokersi wnet podłapali przenikliwe dzwięki.
- Nie, nie, nie nawidze suki. Nie, nie, nie nawidze suki. Nie, nie, nie. - wykrzyczeli w rytmie hiphopowym.
- Morda ćwoki, cisza mi tu, bo was kurwa zajeboie i się skończy. - odparł Porucznik.
- Eee, cieciu zamknij morde! - odezwał się 8 - letni blokers.
- Cieć to cię zrobił! Wyglądasz jak bałwan, tępaku. Zapewne jak cie robił to spermy zabrakło i śniegu z twoją matka dodali! Gówniażu jak ci jajka obrosnął to zgłoś się do mnie. Pokaże ci pewną stuczkę. Nawet się nie zorientujesz jak zamiast żydowskiego chujka będziesz miał cipke.
Blokersi zamilkli. Ich iloraz inteligencji nie mógł pozwolić im na odpowiedź. Maciuga powrócił do mieszkania. O, co tu kurwa chodzi? To był przecież sen. Nie mogłem tego przeżyć. To jest nie możliwe, aby mieć chuja i dupa na głowie! - rozmyślał. No, nic to. Zapewne mam terzewe. Ale skoro już mam te paputki - to trzeba je sprawdzić.
W momencie kontaktu jego lewej nogi z kapciem, doznał pewnego dziwnego uczucia. Pałka mu stanęła, suty stwardniały, odbyt rozluźnił. Aż dził, że nie wylał się z niego ciekły kał. O, coś dziwnego dzieje się ze mną. Chyba te kapcie nie są takie normalne. To chyba jakies magiczne kapciuszki. Ciekawe co się stanie jak założę drugiego. - pomyślał.
I stało się, prawy kapeć spełnił swoje magiczne przeznaczenie. Porucznikowi ukazał się hologram, notabene wychodzący z Murzyda na kapciu. Była to kobieta. Tajemniczości jej dodawała woalka zasłaniająca twarz. W pewnym momencie kobitka zdjęła uwodzicielsko zasłonkę z twarzy. Porucznik doznał szoku. Ja ją przecież znam ze snu - toż to jebana Samica Araba. Nie wiem, co się ze mną dzieje? Chyba pora odwiedzić lekarza Fizyka Psychika.
- Ale po cóż Poruczniku będziesz sobie głowę plątał jakimiś zagadkami albo lekarzami? Spocznij sobie i odpręż się… - głos pojawił się w głowie Maciugi znikąd, ale nie jedno jądro już nasz dzielny detektyw zjadł na podobnych fatamorganach. Domyślał się, że to wpływ tych kapci. “Przechytrzę zdzirę” - pomyślał szybko i zgodnie z poleceniem ułożył się wygodnie w fotelu.
- Taaaaaaaaaaaaak, mój słodki… Czujesz się tak przyjemnie. Wszystkie problemy odpływają gdzieś w dal, unosisz sie w przestworzach… Powoli, bardzo powoli zamyk… Co jest, kurwa?!
- A to, szmato! - Porucznik nacisnął Bzzzzzzzzz i wokół hologramu z kapcia pojawiło się pole anty-anty materii, które skutecznie uwzięziło dziwkę. Mocna była zdzira - detektyw musiał ustawić urządzenie niemal na pełną moc, by sciszyć jazgot, jaki z siebie wydała spermeteryczna postac Samicy po tym jak się w końcu połapała, że wpadła jak śliwka w odbyt muchy.
Porucznik wciąż trzymając Bzzzzzzzzz włączone złapał za telefon.
- Memory 666… - po chwili usłyszał starą śpiewkę.
Przepraszamy, wszystkie spermolinie są zajęte. Prosimy o oczekiwanie. W tle przygrywała znajoma melodyjka:
Gdy odbytu woń
Wciąż przybliża się.
A do stołu ci
Przywiązali brew.Nie płacz stary, bo
Tu ratunek jest.
Chuju gona kol?
Gąst Bary!
Nagle w słuchawce pojawiło się siarczyste beknięcie (trwało z dobrą minetę).
- Profesof Bekman, do usług. Proszę podać skalę spermeterylnej manifestacji. Odczytać ją można po wciśnięciu kombinacji klawiszy…
- Szat de fak ap, czarny kale! - zaklął po śląsku Maciuga. Mamy tu do czynienia z dyrektywą XXX-33, więc zbierzcie co się da i na jednej nóżce mi tu na Pikaczu 6/66. Bzzzzzzzzz nie utrzyma dłużej tej szmaty!
- W te pędy!
Ekpia ratunkowa przybyła po 4 godzinach. Byli szybsi od policji i pogotowia ratunkowego, które właściwie przestało wysyłać już ambulansy do klientów, a odczekując kilka godzin wysyłali wozy pogrzebowe (rezerwując wcześniej msze w kościele, miejsce na cmentarzu oraz nagrobek z nazwiskiem właściciela telefonu, z którego wykonane zostało połączenie na pogotowie).
Chłopaki załączyli sprzęt grający i w ciągu kolejnej godziny tak przetrzebali sakwe zjawy, że zaczęła się materializować. Porucznik nie chciał na to patrzeć i wyszedł na fajkę na balkon. Dowódca ekpiy wychylił się przez drzwi balkonowe i z cwaniackim uśmiechem na ustach powiedział:
- Dwieście pięćdziesiąt sie należy za robote.
- Już płacę - zmęczony Porucznik wyjął z kieszeni portfel, wyciągnął 3 banknoty po sto złotych i wręczył fachowcowi.
- Dziękuję i nie dzwoń więcej - odparł zarobiony fachowiec po czym dodał - na łóżku zostało ścierwo ducha, rób z nim co chcesz, nara.
- Spierdalaj chuju - odparł Maciuga i przypierdolił duchołapowi drzwiami od balkonu.
- Pedał - burknął wychodząc z mieszkania Maciugi fachowiec.
I w tym momencie Maciuga nie wytrzymał. Wybiegł na klatkę i wyjebał z wyskoku z buta chujowi z łapoduchów. Ten poślizgnął sie na schodach, ale złapał się poręczy. Mimo wszystko Maciuga doprawił mu kopem z kolanka w tył głowy i fachowiec nie zdołał się utrzymać poręczy. Stoczył się na półpiętro i leżał jak zabity. Ale Porucznik wiedział, ze fachowiec tylko stracił przytomność więc usiadł mu na klacie przyduszając chuja ciężarem ciała i zaczął go napierdalać pięściami po twarzy. Fachowiec odzyskał przytomność, próbował coś powiedzieć, ale był już zbyt zmasakrowany.
Jak już Maciuga się wyżył, wstał i żeby pokazać kto jest ważny depnął duchołapowi podeszwą po mordzie. Poczuł jak pękają kości.
- I kto jest pedałem, i kto jest pedałem ?!?!?! - ryczał Porucznik.
Po chwili maciuag znalazł się już w swoim mieszkaniu.
- Idę posprzątać to ścierwo - powiedział na głos, ale do siebie i udał się do sypialni.
- O, ja jebie. Nie no, nie będe tego dziadostwa sprzątał. - zabrzmiał Porucznik.
Oj, chyba pora zadzwonić w odpowiednie miejsce. - pomyślał.
- Mariolka? Porucznik z tej strony.
- No witaj. Od razu poznałam, że o ty. Cóż się stało, że mój ulubiony kompan się odezwał? - odparła.
- Cóż, do pięknej kobiety, o słodkim i uwodzicielskim głosie to sama przyjemność zadzwonić.
- Oj nie przesadzaj. Właśnie mnie zawstydziłeś.
Wiem, wiem lubi słyszeć te słowa. - pomyślał Maciuga. - Wpadnie do mnie, ogarnie ten bajzel, a później niech coś styra przy okazji.
- Przesań moje słońce. Coż porabiasz dzisiejszego wieczora? Nie wpadłabyś do mnie? Jakieś atrakcje ci przygotuje.
- W zasadzie o nic. Z ogromną radością wpadne do Ciebie. - odparła.
- To co czekam, o 19 wpadniesz?
- Jasne przystojniaku. To papa.
- Pa.
No dobra to sprzątaczkę już mam. Chuj rzeba jakiś prowiant zorganizować. Coś ugotuje, a ona niech w tym czasie sprząta. - zamyślił się Porucznik.
Nagle stukanie do jego drzwi. Zaskoczony, bo nie spodziewał się gości. Otwiera drzwi, a przed nim stanęła jego matka.
- Mama?
- Nie, wróżka. Oczywiście, że to ja. - odparła. - Muszę zrobić z tobą porządek. Stary już jesteś, a tobie nadal jakies pierdoły w głowie. Właśnie się dowiedziałam o twojej działalności.
Porucznik zaskoczony stracił głos. Skąd matka się dowiedziała o cipo-chuju? Zapewne go używała! I przeczytała na plakietce “Made in Maciuga Co”.
- Może wytłumaczysz mi tą sytuację …
- Ależ mamo… co tutaj tłumaczyć. Pomyśl, z tej nędznej pensyjki policjanta nie dożyłbym 50-tki, a biorąc jeszcze pod uwagę wysoki odsetek zgonów w tym zawodzie, to moja przyszłość nie rysowała się w zbyt różowych kolorkach. Od małego mi wpajałaś bym “do cipochuja zrobił coś ze swoim życiem”. No i postanowiłem wziąć sobie twoje słowa głęboko do serduszka. Jak się więc domyślas, bardzo głęboko, bo cipochuj, dzięki któremu stałem się…
Porucznik na chwilę przerwał swój monolog. Zauważył bowiem, że mamuśka słuchała go tak jak by głęboko w piździe miała to, co do niej mówi. W sumie, nie była to dla niego żadna nowina - tak po prostu miała odkąd pamięta. Nawet sam musiał sobie zmieniać pieluchy w wieku niemowlęcym. Tym razem razem było coś nie tak w zachowaniu rodzicielki. Ona po prostu stała jakby kto ją zaklął w kamień. Patrzyła się tępo w dal, zdając się nie reagować na wszystko wokół.
Maciuga kontrolnie wyjebał jej z liścia. Nic, nawet nie drgnęła. Ręka za to napierdalała go, jakby rzeczywiście przypitolił w kamień.
- Mamuś… - zaczął niepewnie po dłuższej chwili - Co ci jest? - brak reakcji. Rozejrzał się po pokoju - ścierwo ducha Samicy gdzieś zniknęło. “Co jest? Czyżby duchołapy sprzątnęły po sobie?” - rozmyślał. “Nie, niemożliwe. Jednemu tak przeorałem facjatę, że ciężko mu było zbierać zęby z ziemi, a co dopiero jeszcze ścierwo zjawy. To gdzie ta szmata się podziała?” Maciudze wyraźnie coś w tym wszystkim nie pasowało. Spojrzał na zegarek - była 18. Miał godzinę na rozwiązanie tej dziwnej zagadki, inaczej nici z ruchania.
Poszedł więc do piwnicy po baseballa. Po chwili wrócił na górę, wszedł do gościnnego pokoju, gdzie ostatnio zostawił niby-zamyśloną matkę i szczena opadła mu na glabe z hukiem. Matka w najlepsze pierdoliła się ze stolikiem. Tak tarła pizdą o dechę, że pod stołem pojawiła się już całkiem spora kałuża krwii.
- Stój mamo, co robisz? - krzyczał Porucznik, ale matka nie odpowiadała i najwyraźniej cały czas nie miała dosyć.
Porucznik przyglądając się chwilę mamuśce sam troche się podniecił, więc podszedł do niej wylizał do sucha najpierw podłogę, a potem zakrwawioną piździnę i dosiadł jej od tyłu. Scena była dosyć drastyczna, ponieważ matka okrakiem siedziała na stole i rżnęła go, a Maciuga jechał ją od tylca krzycząc i wymahując baseballem.
- Tak mamo, dobrze się jebiesz, nawet bym nie pomyślał. Pokaż co potrafisz!
Po kiklu minutach przenieśli się na łóżko i Porucznik zaczął bolcować pizdę mamuśki basebollowym kijem.
- Dosyć, dosyć, to się nie godzi!! - krzyczała matka jakby obudzona z transu.
Porucznik zdziwił się trochę, całkiem nieźle się bawił. Ale skołowany rozejrzał się dookoła i zobaczył obok łóżka magiczne kapcie. Więc to pod wpływem kapci mamuśka zachowywała się tak czadersko, teraz jak walnąłem ją na wyro i kapcie spadły - czar prysł. Porucznik zastanawiał się jescze chwilę przytrzymując matkę za szyję, czy nie nałożyć jej kapci spowrotem, ale to byłby już chyba gwałt. Puścił więc matkę nie mogąc się doczekać “poczęstowania” kapciami Mariolki, która miała zjawić się za…
- O kurwa! To już 19.00. Narazie mamo, przyjdź kiedy indziej to pogadamy - Porucznik nie bacząc na nic wypchnął matkę na klatkę i zatrzasnął drzwi.
- To tak traktujesz swoja rodzicielkę? Na to zasłużyłam? Tyle lat dbałam o ciebie a ty teraz tak mnie traktujesz?Porucznik nie wzruszony wyjął z lodówki zimnego browca. O, jebana. Ale potrafi mi humor zepsuć. - pomyślał. Wtem olśniło go. No tak, jakie wychowanie moje takie jej teraz traktowanie! Dobra mam jeszcze chwilkę wolnego czasu zanim wpadnie moja pussy-doll. Więc zarzucę TVV, zaraz czas NewsTvv.69 calowa plazma zawieszona pod sufitem rozbłysła blaskiem.
- Dzisiaj madszedł ten czas, nadeszła ta pora - zabrzmiało majestatyczne stwierdzenie. - To my, a nie oni, możemy doprowadzić do ponownej ekspansji naszego kraju. To my daliśmy szansę podsłuchom, donosicielom, dupolizusom. Tylko ludzie z PSI są gwarantem waszego dobra. To Biodro, to Gotyka, to Korn zagwarantują radość, szczęście, rozkosze i zabawę każdego dnia.
- O, kurwa, co to jest? Co to za kraj, że ludzie takie ciekawostki opowiadają? Ale mieszkańcy tego padołu mają gites los. - pomyślał Porucznik - No nic to trzeba będzie ruszyć na podbój Rydzkopospolitej Katechetycznej. Tam zapewne moje produkty odniosą sukces. Tacy popierdoleńcy tam mieszkaja, że moje zabawki będą się rozchodziły jak ciepłe opłatki w czasie niedzielnego karmienia.
Wtem Maciuga usłyszał zalotne pukanie do drzwi …
Porucznik jak na motolotni popędził do drzwi. Otworzył je szybkim ruchem ręki i… dostał takiego gonga, że aż go obróciło w powietrzu. Zdążył tylko pomyśleć: “Adolf Hitler ist emo”. Zanim upadł zarobił jeszcze z półobrotu pod żebra - coś gruchnęło, a on sam przeleciał całe mieszkanie i zatrzymał się dopiero na oddalonej o 66,6 m ścianie pokoju gościnnego. Kości po raz kolejny nie wytrzymały uderzenia. Ledwo zdołał złapać oddech i podnieść lekko głowę, zarobił takiego podbródkowego, że wyjebało go w stronę sufitu. Gdy opadał na ziemię, dostał w plery czymś tak konkretnie, że mordą przejechał przez pół pokoju, zostawiając czerwoną smugę na świeżo wypastowanej podłodze. Coś złapało go za włosy z tyłu głowy i wyjebało czymś ciężkim w zęby (stracił wszystkie jedynki i dwójki - o mało ich nie połknął). Gdy myślał, że to koniec, ktoś mu tak przypierdolił w dżądra, że obróciło go 3 razy w powietrzu.
- Kup pan Duszę… - usłyszał, ale nie był pewien skąd. W głowie mu huczało jakby wyjebało go stado murzynów. Wszystko w jednej chwili ucichło.
Wtem Maciuga usłyszał zalotne pukanie do drzwi … Jakby nie był sobą, podszedł po cichu i dyskretnie spojrzał przez wbitego w drzwi żyda. Na klatce schodowej nie było nikogo. Porucznik schylił się po baseballa, którm niecała godzinę temu tak śmiał się bawił. Powąchał go - jeszcze pachniał… ahh, pomyślał i liznął drewnianą końcówkę. To dodało mu trochę werwy, wyprostował się i odważnie otworzył drzwi.
Dostrzegł zaledwie cień postaci, która bezszelestnie sunęła po schodach na wyższych piętrach. Maciuga wyszedł z mieszkania już trochę mniej odważnie. Przesuwając się przy ścianie pokonywał kolejne schodki na klatce. Był wieczór i na dworze powoli robiło się ciemno. Resztki dziennego światła przedzierały się przez malutkie okienka na półpiętrach. Obdrapane ściany gryzły go przez koszulę w plecy.
Porucznik pokonał już dwa piętra i znalazł się na ostatnim, dziesiątym piętrze wierzowca. Nadal nikogo nie zauważył. Usłyszał tylko przytłumiony dźwięk zamykających się drzwi jego mieszkania. Kurważ nie mamli kluczy pomyślał. Palce mocniej zacisnęły się na trzymanym przez niego kiju, który ociekał krwią. Przecież wylizałem go do sucha, co jest? zastanawiał się.
Co kolwiek widział na schodach ze swojego mieszkania, musiało tu jeszcze być. Jedynym miejscem, w którym mogła schować się postać był strych. Małe drewniane drzwi prowadzące na najwyższe piętro były uchylone, a kłudka leżała obok nich. Nie była ani wyłamana ani przepiłowana, a co najdziwniejsze była cały czas zamknięta. Stare schody prowadzące na strych skrzypiały pod nogami Porucznika, a ten dalej piął się w stronę ciemnych pomieszczeń na poddaszu budnku.
Po chwili doatarł do drzwi umożliwiających wejście na strych. Z wielkim podejrzeniem zajrzał przez szparkę w drzwiach. Jednak nie dostrzegł nic, co mogłoby go zaskoczyć. Więc pewnym krokiem wszedł do środka. Momentalnie jego miejsce pobytu uległo zmianie. Kurwa, co jest? Przecież jestem na arenie cyrkowej. Co ja mam wspólnego z cyrkiem - dumał Porucznik. Nagle podchodzi do niego pewnien osobnik.
- Nazywam się Srajkonik. Jestem wysłannikiem Szatana Cipuszki. Przybywam do ciebie z pewną propozycją. Nie przymuje odmowy do wiadomości.
- Ale jak to!? - zdegustowany Maciuga wykrztusił z siebie słowa.
- A tak to! Podoba ci sie obecna sytuacja? Wchodzisz na strych, a lądujesz na arenie cyrkowej. Otwierasz drzwi, a tu dostajesz wpierdol. Chcesz takich atrakcji więcej.
Nastała niepokojąca cisza. Porucznik zaczął się zastanawiać. No ma rację jełop. Mało ciekawą propozycją na przyszłość jest wieczne życie w niepewności co cie spotka.
- Ok. Zatem zgadzam się na wszystko. Jestem w stanie zrobić wszystko co mi tylko powiesz. - odparł Maciuga.
- Wszystko? No dobra, to tyraj pałe mi przed publicznościa z połykiem. Tylko pamiętaj, jeżeli poczuje, że robisz to w fatalny stylu to z naszego układu nici. Nie będziesz wiedział co będzie się z tobą działo.
Porucznik zdegustowany klęknął na piasku. Wtem, wydarł się w niebogłosy Srajkonik.
- Czyś ty ochujał do reszty! Wstań chłopie! Widzę, że będziesz oddanym sługą Szatana.
Porucznik z gibkością kota stanął niemal na baczność.
- Od tego momentu jest on twoim władcą. Będziesz słuchał tylko jego poleceń. Co jakiś czas dostaniesz zadanie, które musi przez ciebie być wykonane w określonym czasie. A teraz powracaj do siebie …

July 17th, 2008 13:57
mp3 ringtones for treo 650…
Before roulette software video poker rules lasseters online casino bonus poker le jeu de poker…