August 16th, 2007
Rozdzial 14 - There is no chuj
Porucznik zamknął oczy, by nie widzieć, co Nibyspermozilla zaraz z nim zrobi. Gdy je otworzył… zobaczył wokół siebie biel. Nie białe drzewka, trawkę, ławeczkę w parku, świeżo pomalowaną Duluxikiem - ino jebitną biel, której początku i końca za chuja widać nie było.
- Gdzie ja kurwa jestem?
- To, co widzisz, to Kondostrukt - nagle odezwał się głos nad głową.
Maciuga aż odskoczył, odracając jednocześnie dyniaka, aż chuj mu się… zaraz kurwa. Gdzie jest mój chuj na czole? Detektyw nie wiedział, co go bardziej rozpierdoliło w tym momencie - brak chuja na czole i albinoskie ciało czy czarnoskóry naplet, który tak nagle zaskoczył go swym pojawieniem się.
- Coś ty, kurwa? - zaczaił zajawkę Maciuga.
- Nazywam się Masturbeusz i chcę ci coś pokazać. Od razu jednak ostrzegam - to, czego doświadczysz może ci się nie spodobać. Zbyt długo jednak żyłeś w świecie iluzorycznych wizji, który my tu, w prawdziwym świecie zwykliśmy nazywam Chujixem. Chodź już, chcę ci coś pokazać…
- A spierdalaj, ty… ty… NAPLECIE! Nigdzie z toba nie pójde - albo mi zaraz powiesz o co tu chodzi albo… albo cie obrzazam!
Masturbeusz zatrzymał się w półślizgu.
- Ależ właśnie to chcę właśnie zrobić. Chodź.
Porucznik czuł się dziwnie. Z jednej strony za chuja nie miał zaufania do tego kawałka mięsa, ale z drugiej to była jedyna osoba w tej dziwnie pararelnej rzeczywistości, która mogła coś wiedzieć. “One kozie death” - pomyślał nasz dzielny detektyw i ruszył w stronę Masturbeusza.
- Podjąłeś sluszną decyzję. Tyrajnity - włącz proszę program “Chuj z tym”.
Porucznik poczuł dosyć silne mrowienie na karku, zobaczył przed sobą ciemność po czym jasność tak jasną, że prawie nic nie było widać. Znajdował sie jakby w chmurach, biel i puch zakrywały wszystko a on razem z Masturbeuszem lecieli zamaskowanych śmigłowcem wśród tych bałwanów.
- To jest prawdziwa Nibysperma - odezwał się Masturbeusz. - Nie widzi nas i nie potrafi nas zlokalizować, ponieważ nasz śmigłowiec jest pokryty prawdziwą, kozią spermą. Kozia sperma jest czerpana przez nas z naszej bazy na syjonie. Nibysperma nie dotarła tam jeszcze ponieważ brzydzi się żydowskiego ścierwa.
Osz ty kurwa czarnuchu pierdolony - pomyślał Porucznik. Zdziwił się jednak, że odezwały się w nim takie patriotyczne nuty. A może poprostu w swoim wyobrażeniu rzeczywistości nie tyle był żydem, co poprostu nienawidził kolorowych? Nie potrafił odpowiedzieć sobie na to pytanie, więc słuchał dalej Masturbeusza z nadzieją, że czegoś jeszcze dowie się o sobie i o otaczającym go świecie.
- Tak wygląda teraz prawdziwy świat - kontynyował Masturbeusz. Porucznik słuchając go miał dziwne wrażenie, że Masturbeusz cały czas trzęsie się na wysokości, że tak powiem pasa.
- Czemu tak dziwnie na mnie patrzysz? - zapytal zaniepokojony Masturbeusz.
- A co, masz coś na sumieniu? - Maciuga miał doświadczenie w przesłuchaniach
- Nie, naprawdę nie - powiedział Masturbeusz jakoś mniej pewnie.
I wtedy porucznik wiedział, że go ma. Jak to zwykł robić na przesłuchaniach zajebał napletowi taką lutę w okolicach paszczy, że ten wykosił głową przez przednią szybę kabiny pojazdu prawie sięgając rozpędzonego na maxa śmigła. Temperatura w śmigłowcu spadła prawie do ziobra. Na zewntąrz mimo małego wiatru było strasznie zimno. Z napleta dało się teraz zauważyć zwisającą parę kapci. Maciuga szarpnął najmocniej jak potrafił, a z napletka wypadł młody, mniej więcej 20 letni murzyn. Był nagi. Widać było, że się bał, ale nie mógł przerwać masturbacji, tak spodobała mu się zabawa pałką.
- Zostaw go zboku! - krzyknął Porucznik - Nie rusz go mały zboczeńcu - przypomniał sobie jak skasował podobnego na dworcu podczas pościgu za Samicą Araba. Ale tego jakoś nie mógł, łączyła go z nim jakaś więź. Młody bambo był obrzezany…
- Tyrajnity, szybko wyłącz program! - wołał - on zmienia moje ego podług siebie!
***
Szpital położniczy. Jęki na sali porodowej.
- O kurrrwwwwaaaaaa!!! - słuchać od samego progu.
- Gdzie jest ten zasrany padalec. Ja tu rodzę w wielkich mękach, a ten pewnie zabawia się ze swoją 15 letnią siostrzenicą. Zabije go. Najpierw chujem szalał we mnie a teraz pozostawił samą na placu boju. - kontynuowała kobieta swoją wypowiedź, co chwilę przerywając krótkim jęknięciem.
- Uspokój się koieto!. Nie jesteś jedyną, która kiedykolwiek rodziła.- odparł zdenerwowany lekarz.
- Za chilę Porucznik ma się pojawić. Wiedział, że będzie się Pani irytować i wymyślać jaki on to jest zły. A skoro jest taki zły to trzeba mu było nadstawiać cipe? Trzeba mu było pozwolić tylko anala i niech się spuszcza wtedy ile tylko da rade. Ale nie, cipa swędziała i widzisz kobieto jesteś sobie sama winna!
Nastąpiła cisza. Kobieta nie wierzyła w to co usłyszała. Nawet na moment zapomniała, że za chwilę wykluje się z niej wspólne jej i Maciugi dzieło.
- Aaaaaaaaaaaaaaaa - wydarła się w niebogłosy.
- Oooooooooooooooooo - zabrzmiało po chwili
- Proszę pszeć, za chwilę pojawi się głowka. - instuuje lekarz.
- Myślisz Pan, żę jest miło i przyjemnie. Za wszelką cenę chcę się go pozbyć. - odparła.
- Jeszcze chwila. Proszę się skupić na decydującym wypchnięciu przez Panią dziecka.
Kobieta się naprężyła, nabrała sił i poszło. Pech chciał, że cała energia poszła na odbyt. W efekcie kobitka puściła zajebiście śmierdzącego bąkulca.
- Sądziłem, że inaczej sporzytuje Pani swoją energię, ale widzę… - wypowiedź lekarza została drastycznie przerwana przez niego wówczas gdy poczuł, że brązowy kawałeczek gówna wpadł mu w oko. Za chwilę kolejny pojawił się w kąciku ust. Jednal największy kawałek ulokował się w lewym nozdrzu.
- O rzesz kurwo zajebana!!! - wydarł się. - Co ty sobie myślisz? Wiesz zrobimy teraz tak. Ja to zdejmę ze swojej twarzy, ale jak już będzie po wszystkim zjesz to z radością i uśmiechem na ustach!
Po tym nieoczekiwanym incydencie nikt nie zorientował się, że mały Maciugi właśnie zadyndał na pępowinie pomiędzy łóźkiem a podłogą. Bujał się tak przez moment, było widac radość na jego twarzy. Wreszcie jestem na zewnątrz. Wreszcie będe mógł sobie pobzykać. - pomyślał. - Już dosyć miałem tego ciągłego walenia konia, już ręce mam niczym kulturysta - kontynuował swoją myśl.
Stojąca obok pielęgniarka chwyciła go i szybkim ruchem ułożyła na łonie maki. Lekarz szybkim cięciem odłączył małego od matki ucinając pępowinę. Nagle z pieśnią na twarzy wpada Porucznik: We Are family!!!
- Ja ci kurwa dam family - odparła koietka. - Gdzieś ty sie podziewał? Nie zapomniałeś o pewnych sprawach przypadkiem?
- Ależ mój ty Rabarbarku wiesz, że ciebie kocham i tylko nie zależne ode mnie sytuacje mogły spowodować to, iż ominął mnie poród naszego pierworodnego. - wycedził przez ust Maciuga nie kryjąc łez w oczach. - Oto nasz skarbek leży tutaj. Mój chłopaczek. Oj niedługa użyjesz swojego murzyńskiego pęta do zaganiania lachonów. A musimy pamiętać abyśmy ciebie obrzezali, jesteś przecież żydowskim murzynem - zakończył swoją wypowiedź.
- Pana dziecko jest w znakomitaj formie, nie wiem dlaczego, ale będzie z niego dobry siłacz na rękę - mam takie przeczucie. Za dwa, góra trzy dni będziecie mogli go państwo zabrać do domu.
***
Tyrajnity wcisnęła szybko Ctrl+c - nic sie nie stało. Szybko powtórzyła to samo kilka razy. Nic. Maciuga krzyczał jak opętany. Nie mogła dłużej czekać - szybko dała Alt+Ctrl+Del. Pomogło. Rzeczywiście, w Task Manager “Chuj z tym” miał status “nie odpowiada”. Szybki kill i po kłopocie. Porucznik wraz z Masturbeuszem wrócili do białej przestrzeni.
- Co to miało być, do chuja wafla?! - krzyknął Porucznik
- Przepraszam, wprowadziliśmy Cię w błąd… - ciągnął ulegle Masturbeusz - Nie sprowadziliśmy Ciebie bez powodu…
Porucznik spojrzał podejrzliwie na Masturbeusza i Tyrajnity (niezła z niej laska - pomyślał sobie - pyknął by).
- Wiemy, że jesteś największym detektywem śledczym w Chujixie i nie ma dla Ciebie sprawy nie do rozwiązania. Musieliśmy wiec sprowadzić Cię do prawdziwego świata za pośrednictwem pechowego wytrysku Nibyspermy. Chcieliśmy prosić Cię o pomoc…
- Nie ma chuja! - wkurzył się trochę Maciuga - Najpierw robicie mnie w chuja, opowiadając o tych Waszych Chujixach - sriksach, później próbujecie przeprogramować mi dynię. Nie ma bata!
- Poczekaj chwilę, zanim powiemy, o co nam chodzi! - powiedział stanowczo Masturbeusz.
- Dobra, ale za 10 minut odstawiacie mnie do… domu - zawahał się chwilę Porucznik - gdziekolwiek to jest..
- Dzięki. Mamy pewien poważny problem… - ciągnął dalej Masturbeusz - Niedawno zamontowaliśmy w naszym kiblu nowe zawory czasowe przy pisuarach.. Wiesz, naciskasz i woda leci przez… No właśnie, nie wiemy, ile czasu tak naprawdę leci ta woda, bo nie mogliśmy ukończyć naszych badań…
- Co się stało? - spytał wyraźnie zaciekawiony Porucznik. Jeżeli chodziło o pisuary i kible, nie mógł zostawić tego tak zwyczajnie.
- W trakcie prowadzenia badań, ktoś postawił kloca do pisuaru i od tamtej pory nikt nie chce tego sprzątnąć. Musimy znaleźć tego… tego.. jebańca i kazać mu posprzątać to gówno!
- Myślę, że będę mógł pomóc… Ale co za to dostanę? - spytał podejrzliwie Porucznik.
* * *
Masturbeusz, Tyrajnity oraz bardziej doświadczeni członkowie załogi Nachujodonozora zebrali się na naradzie późnym wieczorem. Masturbeusz pomylił się, myśląc, że Porucznik podejmie się misji nie chcąc niczego w zamian. Źle ocenił jego pociąg do kupy, albo murzyd - bo tak mówili na wirualnego dziwoląga - szybko się uczył. Zanim podzielił się swoją opinią i pomysłami chciał zapytać o zdanie pozostałych.
- Murzyd nie zechciał podjąć się misji za darmo. Chce otrzymać coś w zamian. Co możemy mu zaproponować?
- Ale jak to?!? Czy on nie rozumie, ze pomiary czasu spuszczania wody w pisuarach to dla nas najwyzszy priorytet? - wybuchł poirytowany Srank.
- Spokojnie Srank - odparł Masturbeusz. - Wszyscy bardzo przejmujemy się sprawą pisuarów, ale może jest coś czego murzyd będzie chciał… Macie jakieś propozycje? - pytając to i tak wiedział co będzie dla Porucznika przekonywujące, ale praca zespołowa była ciekawsza.
Po chwili ciszy odezwała się Tyrajnity
- Morze Zibro przewertuje kod Chujixa i sprawdzimy na czym Murzydowi zależy. Morze uda nam się uzyskać część z tych informacji?
- Masturbeuszu - odrzekł Zibro - wiesz, że to ryzykowne. Do tej pory wystrzegaliśmy się podawania takich informacji plemnikom żyjącym w Chujitrixie. To może być niebezpieczne, łatwiej będzie nas wytropić.
- To prawda - wtrącił Srank - choći tak już widział Masturbeusza, co prawda w przebraniu, ale może podejrzewać, że coś nie gra w jego świecie - Srank też miał pewne podejrzenia co do tego co wydażyło się podczas uświadamiania Murzyda, ale jak do tej pory nik nie puścił pary z gęby. Najprawdopodobniej znowu chodziło o walenie konia przez Msturbeusza - szef czasem zachowywał się dziwnie.
- Dobrze, niech Zibro poszpera trochę w Chujitrixie. Zibro, postaraj się wyciągnąć coś w miare szybko, pomiary nie mogą tyle czekać. Czy wszyscy się zgadzają z tą decyzją? - spytał Masturbeusz. Odpowiedziało my tylko zdecydowane przytakiwanie ze strony rozmówców. Cieszył się, że jest takim wspaniałym przywódcą, a dziś potwierdziło się to kolejny raz. Postanowił po spotkaniu zwalić sobie konia myśląc o tym.
Tak sobie siedzi i wali. Co chwile dobiera tylko olejku aby nie zatrzec chuja. I nagle przy 365 trzepnieciu natchneło go.
- Wiem! - wykrzyczał.
W jego głowie zaświtała koncepcja co może przekonać Murzyda do podjęcia wyzwania. Ale nie ma co szaleć, jeszcze się spuszcze i wtedy zwołam do siebie współtowarzyszy. - pomyślał.
Nadszedł ten czas, przyszła ta pora, kiedy wystrzeliła ostatnia kropla z pęta trzepiekocińskiego Masturbeusza. Pogłaskał jajka, pogładził pęto, podciągnął gatki i zawołał wszystkich wtajemniczonych do swojego pomieszczenia. Po chwili dotarli wszyscy w komplecie, a może raczej naplecie?
- Mam pomysł jak przekonać aby Murzyd podjął się zadania.
- Długo będziesz trzymał nas w niepewności? - odparła Tyrajnity.
- Ależ oczywiście. Jak się dowiedziałem z tajnego źródła, w ostatnich dniach marodził mu się mały synek skurwysynek. Wiem również, że pomimo tego, że posuwa niejaką Rabarbar.
- Rabarbar? Chyba ją znam, słyszałem o niej conieco. To taka babeczka, która robiła laskę podwórkowym kotom i psom? - wyskoczył Srank.
- Tak, to ta sama. Ale to nie ważne. Najważniejsze jest to, że on nie za bardzo chce mieć z nią coś wspólnego. A sądze to po tym, iż na każdym kroku w swoich myślach powtarza, jak go to los zniszczył, że ma kontakty z Rabarbar. Nie może tego sobie wybaczyć, jednak gra pozory dbając o przyszłość swojego dziecka. W związku z tym proponuje, aby Zibro zmodyfikował jej kod, zrobił z niej kobietkę marzeń Murzyda. Co sobie zarzyczy tak będzie miał. Myślę, że to może być kusząca propozycja dla niego. A jak wy uważacie?
- No, cóż. - pierwsza wypaliła Tyrajnity. - Trzeba podjąć tą próbę. Nie mamy innego wyjścia. Nie powinniśmy tego robić. Modyfikacja kodu może się przez przypadek nie udać i co wtedy? Wiecie dobrze wszyscy, że nieudana próba modyfikacji może doprowadzić do zniszczenia jej wszystkich potomków oraz wszystkich z nią związanych. A jeżeli on to wie, to napewno się nie zgodzi. To do niego należy karta przetargowa. Proponuje, aby jak najszybciej się z nim skontaktować i złożyć mu propozycję.
- Tyrajnity na ciebie mogę zawsze liczyć. - odparł Masturbeusz. - Proszę umów się z nim i przedstaw mu naszą propozycję. I pamiętaj na koniec dodaj, że bardzo nam zależy.
- Ok, atem za chwilę sie z nim skontaktuję i zaproponuje spotkanie w samo południe na bezdrożach amazońskiej tundry.
Wszyscy opuścili pomieszczenie. Masturbuesz pozostał sam. W głowie miał jedną myśl: Jaki to ja jestem zajebisty! No cóż, uczcijmy to. Moja rączko zabieraj się do roboty.
Tymaczasem Tyrajnity zaczeła dobierać się do chujofonu, aby się skontaktować z Murzydem.
Porucznik zgodził się na drobną modyfikację kodu, jednak nie bezwarunkowo. Chciał koniecznie sam uczestniczyć w zmienianiu kodu i dodać troche od siebie. Wraz ze Srankiem zasiedli do konsoli i zaczęli pisać:
var Rabarbar = new Laska(90,60,90,blond,tyra,połyka);
Rabarbar->setAge(16);
Rabarbar->setOchotaNaDymanie(max);
Rabarbar->setSpermoLaknienie(max);
- Na początek powinno wystarczyć - powiedział Srank - nie powinniśmy przesadzić, bo aplikacja może się zesrać.
- Poczekaj, dodałbym jeszcze większą ciasność cipki i dupki.
- Ok.
Dodali więc jeszcze kilka linijek kodu:
Rabarbar->setPussyWidth(1);
Rabarbar->setAnalWidth(1);
- Jest ok? - spytał zmęczony już Srank.
- Ok, możemy tak zostawić - powiedział Porucznik.
Jednak wcale nie chciał skończyć. Nie do końca wierzył w te zmiany i że ma jakąkolwiek kontrolę nad światem, który dla niego jest realny. Nie omieszkał jednak spróbować samemu wprowadzić jeszcze kilka drobnych zmian. One kozie death - pomyślał i uśmiechnął się pod nosem.
- Co? Już sie cieszysz na nową Rabarbar? - spytał Srank patrząc na Maciugę z bananem na twarzy.
- C..co? A, tak, tak - wydukał Porucznik wyraźnie wybity z zamyślenia.
- To kończymy na dzić, wyłączam konsolę i idę spać..
- Spoko, ja powyłączam wszystko, a Ty śmigaj w kime..
- Hmm.. W sumie.. Tylko pamiętaj, żeby wyłączyć światło!
- OK!
Srank nie grzeszył inteligencją, więc Porucznikowi nie sprawiło żadnego kłopotu wydymanie go w dupę. Teraz mógł wprowadzić kilka modyfikacji, bez żadnych ograniczeń. Do swojego nowego wyglądu był już przyzwyczajony, więc to pozostawił bez zmian. Bez szaleństw - pomyślał - w razie czego wrócę tu i wprowadzę kolejne modyfikację!.
Pamiętał jeszcze sporo z kursu programowania w szkole policyjnej, więc kumał o co chodzi. Zaczął więc pisać:
var TajskaBlizniaczka1 = new Laska(90,60,90,blond,tyra,połyka,lize dupe);
var TajskaBlizniaczka2 = new Laska(90,60,90,brunetka,tyra,połyka,lize dupe);
Schedule->New(Dymanko,EveryMorning);
Schedule->Add(Dymanko):
begin
for (var i=0; i<100; i++) {
Make->Dymanie(TajskaBlizniaczka1,TajskaBlizniaczka2,Maciuga);
Make->LizanieDup(TajskaBlizniaczka1,TajskaBlizniaczka2,Maciuga);
Make->Tyranie(TajskaBlizniaczka1,TajskaBlizniaczka2,Maciuga);
}
end
Ha! Teraz to będę miał raj:) - pomyślał Porucznik.
* * *
Walikonia i Wyrwichuj nie byli za bardzo zadowoleni z rozwoju sytuacji. Na nic zdały się też ich przebrania. Odłożyli więc na bok maski przedstawiające piłeczki ping pongowe i założyli przeciwsłoneczne okulary. Jeden z nich włożył słuchawkę do ucha, beznamiętnym zwrokiem spojrzał na swojego partnera i łapiąc się za końcówkę słuchawki nadawał:
- Obiekt uciekł.
- Ten śmieć Masturbeusz ujawnił się, wiemy, że zależy mu na Murzydzie.
Bycie agentem było luźną robotą. Nikt za bardzo się nie wpierdalał do tego co robisz, ty mogłeś udawać ważniaka a w wyjątkowych sytuacjach nawet wnikać w czyjąś jaźń. Walikonia odebrał sygnał od swojego partnera. Jakieś zawirowania w okolicy chińskiego baru. Było coś jeszcze co mu się podobało w tej robocie. Nie musiał się prawie nigdzie przemieszczać. Jesteś na plaży, a zaraz potem wysiadasz z metra w centrum, a nejlepsze, że facet, który cię obserwuje z ławki ma wrażenie, że cały czas jechałes tym wagonem. Wyrwichuj ruszył pierwszy, po chwili oboje zniknęli za rogiem starego budynku z czerwonej cegły, na pewno magazynu, a po kolejnej chwili wysiedli z samochodu z przyciemnionymi szybami w ciemnej uliczce, gdzie główną atrakcją była zbita szyba i para wydostająca się ze studzenki, oraz oczywiście obowiązkowy element, kot, który po miałknięciu i spojrzeniu w stronę postronnego obserwatora zeskakuje z drewnianego płotu i ucieka z ciemny zaułek.
Walikonia i Wyrwichuj ruszyli w kierunku wejścia do knajpy…
* * *
Porucznik po ciężkiej, pełnej kodowania nocy postanowił udać się do swojego lokum. Od kilkunastu godzin nie widział swojego oczka w głowie, małego murzydziądka. Tęsknota go dopadała na każdym kroku. Miał w głowie tylko wspomnienie tych małych rączek, tych słodkich oczek co chwilę
mrugających oraz wielkiego murzydowskiego pęta. Ach, będzie z niego cudowny dzieciaczek za kilkanaście lat. - wzruszył się Maciuga. Zbliżał się do domu. Wtem w jego głowie narodziła się myśl: Jak tam po moich zmianach będzie wyglądała Rabarbar? Mam nadzieję, że nic się w kodzie
nie spieprzyło.
Porucznik wchodzi z niepewnością do mieszkania. Przeciera oczy ze zdziwienia, Rabarbar wygląda tak jak poprawili zawodowi programiści. Nagła konsternacja Maciugi nastąpiła, kiedy matka jego dziecka zaczęła śpiewać piosenkę na melodię „O mój rozmarynie rozwijaj się.”
O mój Poruczniku rozbieraj się,
O mój Poruczniku rozbieraj się.
Wyjmij swoje jaja, będę je lizała przez cały dzień.
Wyjmij swego chuja, przed ustami niech się buja przez cały dzień.
A Jak mi odpowiesz ruchać mi się chce.
A Jak mi odpowiesz ruchać mi się chce.
Wypnę swoje ciałko, rżnij mnie w kakałko aż po spermy łyk.
Złapie twego chuja, w piździe go rozbujam aż po spermy łyk.
O mój Poruczniku rozebrałeś się.
O mój Poruczniku rozebrałeś się.
Stringi mi zerwałeś, cycki obmacałeś, wylizałeś mnie.
Stringi me rzuciłeś, sakwę przetrzewiłeś, polizałeś mnie.
A moja szparka ciągle mokra jest.
A moja szparka ciągle mokra jest.
Dupkę swą wypięłam, cichutko jęknęłam kiedy zapiełeś mnie.
Mocno zgięta byłam, głośno dochodziłam gdy ruchałeś mnie.
O mój Poruczniku spuściłeś się.
O mój Poruczniku spuściłeś się.
Sperma wystrzeliła, oko zakleiła, obryzgała mnie.
Spermę wystrzeliłeś, usta zatopiłeś, obspermiłeś mnie.
A ja jeszcze więcej tego chcę.
A ja jeszcze więcej tego chcę.
Nasienia daj swego, tak pożądanego przez szparę mą.
Nasienie twego, tak drogiego, nie zmarnuje, nie.
Maciuga zszokowany nie wycedził żadnego słowa. W głowie tylko jedna myśl, chyba coś się zjebało przy kompilacji. Chociaż to może być ciekawe. No dajmy jej szansę. Ma talent poetycki chociaż.
Po łyku wody ze szklanki Rabarbar rozpoczęła kolejny utwór. Tym razem podstawą muzyczną utworu jest piosnka Big Cyca „Makumba”.
Mój mąż Maciuga jest królem pęta.
Rucha mnie co noc, aż moszna mu pęka.
On jest najlepszym ruchaczem w swym kraju.
Pała mu sięga aż do Madagaskaru.
Hektolitry spermy w jajkach ma.
Codziennie ją spuszczam aż do dna.
Jego kutas taki duży.
W spodniach mu się bardzo dłuży.
Maciuga, Maciuga, Maciuga rucha.
Na kogo wypadnie tego wyrucha.
Maciuga, Maciuga, Maciuga rucha.
Na kogo wypadnie tego wyrucha.
- No i jak skarbie podoba ci się mój występ?
- Niezły, ale zamknij mordę!
- Co?
- Zamknij ryj, świnio!
- Ach, dziękuję..
Rabarbar usiadła cicho w kącie. Porucznik stanął jak wryty. Co jest? - rozbrzmiewało w jego głowie. Nie wytrzymał i podszedł do Rabarbary.
- Co jest?! - wrzasnął jej do ucha.
- Słucham? - odparła głupkowatym tonem i spojrzała na Porucznika mrurząc oczy.
- Gówno!
W tym momencie poszła buła w samą szczenę. Głowa Rabarbary odbiła się od ściany, zostawiając na niej czerwoną posokę.
- Dziękuję. - odparła spokojnym głosem i skuliła się w swoim kącie.
Maciuga był całkowicie zdezorientowany i niewiele myśląc poszedł z tego domu w piździec. Nie będzie się przecież cały dzień z taką męczył. Pisuarowe śledztwo! Tak! To będzie przynajmniej jakaś normalna odskocznia.
Porucznik udał się do męskiego kibla, żeby przebadać miejsce zbrodni. Śmierdziało. Gówno w stanie nienaruszonym leżało w pisuarze. Końcówka gówna zwisała lekko na krawędzi. Maciuga sklasyfikowałby to gówno, jako gówno-kłoda, jednak zadziwiła go wyjątkowa plastyczność tego egzemplarza. Klasyczne gówno-kłoda dawno przełamałoby się na dwie części i długo tak by nie powisiało.
Maciuga zbliżył się do pisuaru i zajrzał do środka. Zamiast dokonać oględzin gówna odkrył rzecz niezwykłą. Odpływ nie prowadził do kanalizacji, tylko bezpośrednio na ziemię pod… O kurwa! Pod Nibyspermozillą! - Dokończył w myślach Porucznik. Czyli klasycznie zrobili mnie w chuja!
Wkurwiony Maciuga udał się natychmiast do Masturbeusza. Zastał go podczas zwyczajowego walenia konia. Masturbeusz nieco zmieszany odłożył pęto do spodni i zaprosił Porucznika do środka.
- Ty chuju! - zaczął dyplomatycznie Maciuga
- Ale co się stało?
- Chujix to ściema! Widziałem odpływ pisuarów! Szczyle lecą od razu na ziemię pod Nibyspermozillą! Tak jak w PKP!
- Ech, nie tak głośno, bo jeszcze ktoś usłyszy.. Usiądź spokojnie, pogadamy.
Maciuga usiadł i niecierpliwie pukał dłonią w biurko.
- Zostaliśmy pojmani przez Nibyspermozillę wiele lat temu. Nie potrafiliśmy rozwiązać jej zagadek. Nasze dzieci urodziły się już tu. Nigdy nie widziały prawdziwego świata. Wszyscy poza mną, Tyrajnity i kilkoma z najwyższych wierzą w bajeczke o Chujiksie i dzięki temu jakoś nam się tu żyje.
- A ten cały sprzęt? Skąd to macie? - przerwał Maciuga.
- Wiesz, wojsko też nie umiało odpowiedzieć na wszystkie zagadki i Nibyspermozilla zajebała im sprzęt. Z resztą mamy kilku zdolnych programistów, tych od 2nd Life, którzy napisali od podstaw Chujix.
- Chuj mnie to obchodzi, wychodzę stąd!
- A śledztwo pisuarowe? Obiecałeś!
- Dobra, co mieliście we wtorek na obiad?
- Wszyscy jedliśmy makaron, tylko Srank jadł pastę jajeczną i klejkomordy.
- To on nasrał do pisuaru. Takiej plastyczności gówna-kłody nie da się uzyskać makaronem. - Porucznik odwrócił się na pięcie. - A teraz spierdalam z tej nory. Gdzie jest wyjście?!
