Rozdział 13 – Pechowy orgazm

Zdezelowany poldek model “Borewicz” zapierdalał ulicami budzącego się ze snu miasta. Nowy chuj na czole Porucznika dyndał się w rytm kołyszącego się pojazdu. Maciuga oddał się chwili zadumy… Kim się stał? Czy społeczeństwo, w którym przyszło mu egzystować zaakceptuje go takim, jaki jest? Odmieńca, kalekę… Dlaczego? Co zrobił temu światu? Czy to kara? Za co?
- Widzę, że coś cię trapi, potyliczny odbytku? – już prawie zapomniał, że Rabarbar wjebała mu się do…
- Jak mnie nazwałaś? – momentalnie otrzeźwiał.
- No… – Rabarbar zwątpiła na 3 sekundy, ale szybko i jej rozjaśnił się umysł (może dlatego, że w 2,97 sekundzie zaliczyła jebitnego gonga od detektywa)
- To teraz nieistotne. Najważniejsze, że żyjesz i…
- Gadaj szmato albo rozsmaruje twą piździnę po całej długości ul.Długiej!
- No bo… – Porucznik nie wytrzymał i zajebał Rabarbar z półobrotu w dyniacza. Szyba od strony pasażera rozprysła się w drobny mak. Niucha obficie zalała prawą część przedniej szyby. Rabarbar wypluła 4 zęby.
- No bo maf offyt na pofyficy… – z trudem z siebie wydusiła. Maciuga nie wytrzymał i tak jej przypierdolił, że głowa Rabarbar odskoczyłą jak piłeczka. Jej ciało bezwiednie osunęło się z fotela pasażera. Porucznik z piskiem opon zatrzymał Borewicza. Przez dłuższą chwilę beznamiętnym wzrokiem patrzył w bliżej nieokreślony punkt w przestrzeni. Ostrożnie sięgnął ręką za głowę i dotknął jej tylnej części…

Wrzask, który wydobył się z jego gardła był trudny do opisania (ponoć jego echo krażyło po mieście jeszcze przez tydzień). Okazało się, że centralnie na środku potylicy Maciuga ma… odbyt. To było ponad jego siły – ktoś musiał za to obskoczyć w pierdol…

No ale praca ponad wszystko. Śledztwo czekało, a Maciuga wiedział, że Samica i Chujci są coraz bliżej swojego, nieokreslonego jeszcze przez Porucznika celu. Pierwej jednak komendant zarządził oficjalną wilyczankę. Maciuga oczywiście przyjechał ostatni, ale…

Do pokoju narad wbiegł zdyszany Sypała. Wszyscy już siedzieli na miejscach przygotowani na wyliczankę. Sypała z kratą na gębie (jeszcze nie pozbierał się po ostatnim starciu z gaśnicą) zaczął coś seplenić o waleniu konia z mamą i jedzeniu kupy tatusia. Potem pierdolił coś o złym dotyku, ale ciężko było chuja zrozumieć. Kilwa chwil później mundurowi rozbiegli się na plac przed budynkiem. Maciuga zaskoczony był swoją szybkością. Może te chujogłowe zasrane pedtyle z Niedozajebania.ma wprowadziły mi jakieś dodatkowe udogodnienia.
- Kurwa ja pierdole srę na Ciebie! – wykrzyknął porucznik zupełnie niespodziewanie.
- O kurwa ja pierdole co ja pierdole, lam na to pizda jebaj suka gówno zdzira… – porucznik złapał się za jadaczkę. Kiedyś czytał o tej chorobie, ale nie spodziewał się, że dotknie ona jego – co jakiś czas z jego ust miał wydobywać się seryjny strzał niezłych przekleństw.

Gdy dobiegli na plan i ulokowali się w boksach rozpoczęło się sranie. Maciuga przykłąkł na swoim miejscu i zaczął się nadymać. Patrzył między swoje nogi jednak żadna kupa nie wychodziła. Napiął się na maksa i nagle coś poszło. Znów szybki look pod nogi, ale tam pusto. “Przecież coś jednak tu śmierdzi” pomyślał. I w tym momencie poczuł ciepły ciężar na plecach swojej kamizelki. Gówno ulokowane tak blisko twarzy w dodatku rozsmarowane na plecach porucznika śmierdział nieprzeciętnie.
- Ja jebe. Nie będę tyrał pały tylko przez to, że ktoś przemontował mi dupsko. Spierdalam stąd. Zajmę się tym chinolem.
Maciuga szybkim krokiem udał się do swojego borewicza. Nikt nie zauważył jak opóścił swój boks. Odjechał rzucając kurwami na przechodzącą obok posterunku starszą kobietę (swoją drogą nieźle tłustą kurwią michę).

Maciuga ruszył z piskiem opon. Jego nagłe zerwanie spowodowane było informacja jaką otrzymał z tajnego źródła – otrzymał informację z nadajnika w glowie. Notabene nowa narośl na czole byla anteną odbiorczą. Podczas odbioru wysyłała impulsy elektryczne do jego przeszczepionego przyrodzenia od niemowlaka i świeciła czerwonym światłem pulsacyjnym. Porucznik nie przyzwyczaił sie jeszcze do uderzeń prądu po jajkach – ale za każdym razem po 3 spięciach osiągał orgazm. Darł sie wówczas wnieboglosy z radości i blagalnym głosem prosił o wiecej. Spuszczał sie na jądra, pełne napięcia elektycznego, czując ulgę a zarazem zadowolenie.

Dotychczas nigdy nie przytrafiła mu się sytuacja, kiedy w momencie ekstazy byliby koło niego jacyś widzowie. Miał jednak świadomość, że jego odbiornik może w każdym momencie przyjąć kolejne informacje. Kurwa, obym nigdy nie miał info podczas jazdy, wtedy nawet w klinice mi nie pomogą po tym jak sie rozjebie. – pomyślal Porucznik. W radiu usłyszał ulubioną piosenkę:

“Jesteś moim synem, a ja twoim ojcem pedofilem.
Liżesz mi pałkę potem wpycham ją w twoją jedyną szparkę.
Wale cie codziennie w twoja młodą pupę.
A w przyszłości będe jebał sie ze swym wnukiem.

- zabrzmial refren, dał od razu głośniej i zaczął śpiewać. Droga mijala mu radośnie. Zbliżał się do celu. Wiedział, że za chwilę stanie ponownie przed obliczem chinola.

…W prawo… Prosto 50m i na skrzyżowaniu w prawo… – brzmiał dźwięczny głos automapy zamontowanej w głowie Porucznika. Nowe możliwości, poza oczywistymi niedociągnięciami w postaci odbytnicy w potylicy, czy chujowego dreada na głowie, coraz bardziej zaczynały podobać się Porucznikowi. Zastanawiał się w duchu, jakie jeszcze niespodzianki w związku z operacją sklejania go czekają.

W tle ciągle brzęczało radio samochodowe, wypluwające kolejne nutki hitu tego roku – Pokolenia kapeli Miłośnicy brązu. Maciuga przytupywał sobie nogą w rytm refrenu … A w przyszłości będe jebał sie ze swym wnukiem…. Automapa bezbłędnie prowadziła Porucznika jak po sznurku do celu – nowej żółtej kolonii tuż pod miastem. Tam może ukrywać się Chujci… a może nawet Samica Araba! Maciuga nie mógł zwlekać. Docisnął pedał gazu. Borewicz mknął przez miasto z zawrotną prędkością, aż automapa zaczęła się jąkać.

Po kilku minutach był u celu. Vifońska komuna rozciągała się na obszarze kilku hektarów niedaleko wylotówki. Było widać ją doskonale ze wzgórza, na którym było połorzone miasto. Porucznik musiał niepostrzeżenie przeniknąć do środka i odszukać Chujci Dotego, jednak mużydowi z chujem na głowie nie koniecznie było łatwo ukryć się w tłumie vifonów, dlatego Maciuga musiał zastosować przebranie, jak zwykle niezawodne w takich sytuacjach – przebrał sie za chińskiego sprzedawcę piłeczek ping-pongowych.

Po rozstawieniu swojego straganu w centrum komuny, Porucznik zaczął rozglądać się za znajomym ryjem Chujci, jednak zamiast tego, zobaczył coś niezwykłego – zamiast standardowego chińskiego asortymentu na sąsiednich straganach, zobaczył same kapcie. Maciuga zbystrzał. Aby upewnić się, czy rzeczywiście ma do czynienia z tym, czym myśli, zajrzał pod ladę sąsiedniego straganu. Torba kraciasta, która pomieści 1327 par kapci. Tak, teraz Porucznik był już pewien. Chińczycy ćwiczą handel kapciami, przed przejęciem rynku na Stadionie XX-lecia!

Nigdzie jednak nie dostrzegł Chujci. “Może go tu nie ma?” – przez chwilę Porucznik zwątpił we własne zdolności. Ale tylko przez chwilę, bo właśnie w tej chwili, gdy myślał, że nadeszła chwila zwątpienia, jego gałki oczne namierzyły dwóch… właściwie trudno powiedzieć czy to również byli Chinole – zamiast głów mieli jebitne piłeczki ping-pongowe. Zdecydowanie wyróżniali się spośród tego tłumu skośnookich, poubieranych w tanie imitacje dresów Adidasa czy Nike, darmozjadów z torbami kapci. A więc jednak nie przybył u na darmo – chuj na jego głowie zaczął się erekcyjnie wznosić. Maciuga czuł jak skóra z twarzy ściąga mu się w stronę pęczniejącego penta.
- Uuuuu żysz… kua… – zastękał detektyw i złapał się za ryja. No tego nie przewidział. Erekcja fiuta czołowego niemal całkowicie pozbawia go zdolności postrzegania. O niezłym napierdalaniu odbytu już nie wspominając. Nie mogli go takim zobaczyć – Porucznik natychmiast schylił się pod stół. Nikt go teraz nie widział – niestety, i on miał problemy z postrzeganiem świata wokół. A chuj rósł dalej…

Paraliż powoli dosięgał całe jego ciało. Maciuga nawet nie poczuł jak od tyłu ktoś go zaszedł. Usłyszał tylko odgłos rozpinanego rozporka i jakieś chińskie śmiechy. Nie minęła minuta, a wokół niego zgromadziła się gromadka widocznie na coś czekających Chinoli. Maciuga nie mógł się już poruszyć – zastygł w pozycji na “Wpierdalam-bułę-z-bananem-Małysza” i czekał na rozwój wypadków. A te dla niego nie były zbyt optymistyczne. Wspomniany odgłos rozpinanego rozpora był preludium do…

Jebie Wszyst-ko zaszedł dziwadło od tylca. “知人知面不知心” – pomyślał szybko Jebie i przyatakował. Miał problemy z pierwszym wsadem, ale dalsze jakoś poszły. Chuj Jebie mięciutko wchodził w odbyt na głowie dziwoląga. 一步一脚印 – powiedział głośno Jebie, złapał pento Maciugi i zaczął walić mu konia. Głowa Porucznika skakała jak piłeczka ping-pongowa – co z tego, skoro nasz biedny detektyw mógł tylko… układać w głowie plan zemsty. Tłum wokół wyraźnie był podekscytowany całą tą sytuacją i skośnookie pokurcze piszczały z radości jak niedojabane suki.

“Oho” – pomyślał Maciuga i w tej samej chwili z chuja na czole, nosa, mordy i uszu Porucznika eksplodował mega-jebitny ładunek spermy, która obficie pokryła wszystko wokół.

Momentalnie wszystko zamarło. Detektyw powoli podnosił się z ziemi…

* * *

Henryk Tenryk co by o nim nie mówić wiedział co jest na prawdę ważne w policyjnej robocie. Na jego poziomie kariera i pieniądzie nie miały już największego znaczenia. Oczywiście cieszył się, że zarabia tyle, że wystarczy mu na luksusowy samochód, nowe radio i wakacje na hawajach, ale to była sprawa drugorzędna.
Pierwsze kroki szef Henryk stawiał na szkoleniu w białoruskiej komórce KGB. Następnie podszywając się pod syna Jezusa z Nazaretu wstąpił do Mosadu, ale i to nie było do końca to czego chciał. Dopiero po trzech latach akcji i niesamowitych dawek adrenaliny uznał, że praca w terenie jest dla dzieci. Wybrał dla siebie najbardziej wymagającą służbę dla kraju – wstąpił do policji. Po piętnastu latach pracy w policji trochę się zagubił, ale szybko wyszedł z nałogowego hazardu i picia alkoholu. Po tamtych czasach pozostało mu tylko jedno przyzwyczajenie – nakręcanie pornusów z udziałem pracowników swojej jednostki.
Tylko jeszcze Porucznik Maciuga się nie ugiął pomyślał Henryk. Musiał znaleźć na niego jakiegoś haka. Nie zdawał sobie nawet sprawy, że bolec z udziałem przeobrażonego przecież Maciugi zrobiłby międzynarodową karierę. Ale nie o to przecież chodziło. W swojej popapranej jaźni Szef Henryk Tenryk ubzdurał sobie, że podpinanie pornusów do dobranocek (wstawiali klatki tak, aby nie było ich widać oglądając normalnie bajkę) pozwoli bardziej patriotycznie wychować pokolenie młodych krajanów.
Ale czy był bezpieczny? Czy komisariat zajmujący się jakimiś tam śledztwami nie ściaga na niego zagrożenia? Zawsze wracająd do domu wybierał inną drogę, żeby nie dać wrogowi szans sprawnej organizacji zamachu. Poza pornusami nie miał już żadnych przyzwyczajeń, nawet jadał w różnych miejscach. Nie spotykał się też z nikim. Dziwki co prawda mogy być jakmiś zagrożeniem, może wtyką obcego wywiadu, ale mocno w to wątpił. Miały w końcu maksymalnie po 8-9 lat. Starszych nie ruchał.
- Dorota przyjdź do mnie na chwilę – powiedział szef do telefonu.
- Za chwile będe, właśnie kończe spożywać poranną maślankę. – odparła.
Po paru minutach wpada zdyszana.
- A ty tą maślankę to skąd piłaś?
- Nie rozumiem o czym Szef do mnie mówi. A jak się ją pije? No tradycyjnie ze szklanki.
- Eee, już myślałe, że zaciągnełaś spermo-maślane z pałek naszych pracowników.
- Ależ jak Pan tak może. Nie pozwole na takie traktowanie siebie i takie słowa w moim kierunku.
- Zamknij się! Wystaw dupe! Będe jebał! – odparł natychmiast.
- Coooo???!!!!
- Nie słyszałaś? Mam powtórzyć? Bierz się do pałki mojej najpierw.
- Słucham????!!!
- No widze, że na słuch już ci padło. Ta sperma spijana hektolitrami Ci szkodzi. Zatkała ci małżowiny. Całe szczęście, że jeszcze nie cieknie ci po policzkach!
- Jestem zdegustowana Pana postawą. Tak Pana szanowałam, a teraz co mam o Panu powiedzieć?
- Ze będziesz się stawiała co rano i lizała mi kakałko, a później nadstawiała się i zapamiętaj będe ciebie jebał aż mi chuj spuchnie.
Nagle wypowiedź Henryka przerwało stukanie do drzwi.
- Proszę. – odparł.
- O widzę, że Rabarbar nas odwiedziła – kontynuuje swoją wypowiedź.
- Co tam u was Liż Plecy słychać? Jak współpraca z Maciugą? Zbliżyłaś się do niego?
- Narazie jest nie za bardzo dostępny. Pewnie pole czasem gubi przez te jego przeszczepy. – odparła. – Jestem przeziębiona. Lody mi chyba zaszkodziły. Potrzebuje kilku dni zwolnienia.
- Nie mam mowy. Brak kadry, a ty na zwolnienie chcesz. Ochujałaś?
- Ale??!! Ja jestem tak zapracowana, mam tyle nowych obowiązków. Musze czasami prowadzić wdrażanie nowych funkcjonariuszy do detektywistycznej roboty.
- Dobrze, niech i tak będzie. Stawiam jednak pewnien warunek. Od jego spełnienia uzależnione jest to czy odpoczniesz od pracy przez najbliższy tydzień. A i jeszcze jedno. Wyjaśnij mi gdzie ty te lody robiłaś, że się przeziębiłaś?
- Nie za bardzo rozumiem. Takie tradycyjne, z polewą czekoladową lizałam.
- Orzesz kurwa, kolejna błyskotnliwa istota w moim towarzystwie. Ja pierdole, was sieją????? Dobra nie ważne. Masz za zadanie sprawić by w ciągu najbliższego dnia Porucznik Maciuga stał się naszym pachołkiem na każde zawołanie.
- Tak jest. Juz zabieram się do swojego zadania. – odparła Liż Plecy.
Coś zaiskrzyło (pot z pleców i prąd elektryczny dały pokaz fajerwerków na jej plechach).
- Lubie to!!!! – wykrzyczała i wybiegła z gabinetu.
Ruszyła przez przestworza aby jak najszybciej dotrzeć do Porucznika i wprowadzać w życie plan Szefa.

* * *

Cisza i biel jak okiem sięgnąć. Niektóre stragany pod cieżarem spermy zawaliły się w piździec. Za Porucznikiem leżała spora sterta pobielonych vifonów. Chyba już nie żyli. Zaciuga dźwignął się na nogi. Był tak styrany, że nie miał mocy już na nic. Ledwie stał opierając się o ladę swojego straganu. To by było tyle na dziś, jeżeli chodzi o konspirację… – pomyślał Porucznik i powoli ruszył w stronę pozostawionego niedaleko komuny Borewicza.

Nagle wokół zaczął narastać gwar. Na początku był cichy, było słychać ledwie szepty, lecz zanim Maciuga opuścił główną ulicę, gwar osiągnął poziom porównywalny z tym, jaki wytwarza 20 przyjaciółek po miesiącu rozłąki. Nibysperma… – pomyślał Porucznik przyspieszając kroku. Tego właśnie się obawiał. Taka ilość Nibyspermy potrafi wyrządzić spore szkody, a już na pewno lepiej być od niej bardzo daleko.

Istnieją stare legendy o ogromnej Nibyspermozilli, która pustoszyła wioski i miasta w całym kraju, jednak nigdy nie znaleziono dowodów na jej istnienie. Im większą postać ma Nibysperma, tym trudniejsze zagadki zadaje, a co dopiero taka Nibyspermozilla? Ech, lepiej nie myśleć.

Porucznik prawie biegnąc opuścił komunę. Szybciej poruszać się nie mógł ze względu na styranie. Podchodząc do samochodu wziął kutasa do buzi.

- Baza? Przyślijcie oddział połykaczy do neutralizacji nibyspermy.
- A dużo tego jest?
- Sporo…

W tym momencie nagle pociemniało. Maciuga znalazł się w zasięgu cienia czegoś… dużego i to nie byl jego kutas na głowie…

- …pospieszcie się – dodał cienkim głosem Maciuga.

Zostaw odpowiedź

Musisz być zalogowany aby pozostawić swój komentarz/p>