Rozdział 10 - Powrót

Maciuga odzyskuje świadomość. Patrzy, dookoła same białe ściany. Rozgląda sie po pokoju nikogo nie ma poza nim. Leży nagi, okryty prześcieradłem. Patrzy a na nim czerwony trójkąt. Z niedowierzaniem czyta na głos: Ogólnopolicyjny Zakład Opieki Nad Opętanymi i Spedalonymi Funkcjonariuszami.

- Kuuuuuuuuuurrrrrrrrrrrwwwwwwwwwwaaaaaaaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!!!!! Co się znowu ze mną działo? Czy ktoś mi kiedykolwiek to wyjaśni???


Nikt nie zareagował na jego krzyki.

- Siostry Lachony! Siostry Lachooooony!!! Kaczki do sikania mi potrzeba. Pęcherz mi powoli rozsadza.
- Nie drzyj się ćwoku jeden! Nie jesteś tu sam. Ja mam na głowie 30 takich jak ty i każdy sie drze - Kaczkę, kaczkę!!! - Zmienilibyscie chociaż raz płytę.

Drzwi się otwierają z chukiem, wchodzi Herod Sister.

- I trzebabylo tak się odzywać, teraz dostaniesz nauczkę! Kaczki się skończyły. Masz tu rurkę, wsadź sobie ją w swojego siusiaka i sikaj! Końcówka jest oprowadzona do kibelka w WC.

Maciuga ze łzami w oczach wpycha do fajfusa rurkę fi 10. Siostra stoi nad nim z radosnym uśmiechem na twarzy.

- I jak ci jest? Bedziesz się jeszcze darł tak wniebogłosy? Wiedź, że mam inne atrakcje dla specjalnych klientów.

Maciuga zakończył oddawanie moczu, wyjął rurkę. Kamień spadł mu z serca, ból z chuja tez powoli zaczął mijać.

- Nie, już mam dosyć atrakcji. Czy siostra jest tu sama?
W głowie Maciugi narodził się pomysł ucieczki z zakładu.
- Oczywiście, że jestem sama. Reszta jest pod Pałacem Prezydenta i strajkują, abyśmy mogli godnie pracować i nasi pacjenci mieli dobre warunku do leczenia.
Dobre warunki do leczenia? - pomyślał Porucznik - Rurka zamiast kaczki. Musze stąd jak najszybciej spadać.
- Siostro nie bardzo wiem jak tutaj się znalazłem. Czy jesteś w stanie mi powiedzieć w jakich okolicznościach tutaj trafiłem?
- Oczywiście, ale… - siostra zawiesiła głos i nachyliła się nad Porucznikiem. Maciuga poczuł, że laska zajebiście zaczęła mu się podobać. Cyce pielęgniarki zaczęły wylewać się zza obszernego dekoltu. Porucznik lubił takie. - … ale najpierw musisz coś dla mnie zrobić - ciągnęła seksownym głosem - wyruchaj mnie najlepiej, jak tylko potrafisz, Poruczniku!

Maciuga nic już nie mówił, tylko gapił się na zbliżającą się do niego śliczną tważyczkę siostrzyczki. Już miał ją pocałować, gdy nagle jej usta zaczęły robić się brązowe i jakoś dziwnie zaciupione. Poza tym ten zapach - nie był już fiołkowy, tylko… gówniany! W chwilę później twarz siostrzyczki zmieniła się całkiem w obleśny, śmierdzący zad, który Porucznik znał aż za dobrze - Szatan Cipuszko.

- Hahahahaha, całuj, kurwa, no już, hahahaha!! - usłyszał Maciuga gdzieś znad dupy - liż mi srakę, wydłub językiem wczorajsze, zaschnięte gówno ze środka, hahahaha!!!

Porucznik na samą myśl mało się nie zrzygał, ale wiedział, że z Cipuszką nie wygra - musi spełnić jego wole, bo inaczej jeszcze gorzej będzie. Już zabierał się do lizania brązowego oka, a Szatan puścił zajebistego buncola prosto w maciugowy ryj. Porucznik się zgiął jak cholera, ale jakoś dawał radę.

- A po co ta farsa ze szpitalem i cewnikiem, co?! - wykrzyczał Maciuga - trzeba było mi od razu dupę dać do wylizania!
- Ehh, mój drogi, musiałem sprawdzić, czy rurka fi10 zmieści Ci się w dziurkę w kutasie.
- Kee?
- Zaraz będę Cię w nią dymał, hahaha!!!

Porucznika aż zlał zimny pot na samą myśl, co będzie z nim się działo. Cipuszko jak powiedział, tak zrobił i zaczął ruchać Maciugę chujem w chuja. Porucznik cierpiał, ale nie mógł się załamać, był twardy. Cipuszko z okrzykiem Alleluja! spuścił się straszliwie do kutasa Maciugi i w oczach jaja Porucznika urosły trzykrotnie. Chuj, dupa, gówno - pomyślał Porucznik.

- Ok, teraz puszczę Cię wolno i spełnię Twoją prośbę - powiedział spocony i sapiący Szatan Cipuszko - w nagrodę za udostępnienie chuja dam Ci hasło dla strażnika przełęczy u źródła. Jak go miniesz, znajdziesz źródło smrodu w piździe i wrota do jelita, skąd przez odbyt wydostaniesz się na zewnątrz tej krainy-piździny.
- Dzięki Panie, wiedziałem, że lekko nie będzie, ale mimo wszystko dzięki…

Porucznik wrócił na próg skoczni i wyszedł w górę najmocniej, jak potrafił. Poczuł ogrom jąder, obijających się między nogami. Ja jebie - pomyślał. Mimo sytuacji, w jakiej się znalazł przed momentem, lot był całkiem przyjemny, a nogi za sprawą Cipuszki same przy lądowaniu zrobiły telemark na pięć dwudziestek. Maciuga odetchnął z ulgą, mógł ruszać dalej. Chciał jak najszybciej spierdalać z tego cipska.

„O ho, chyba nie tak prędko” – w jego stronę pędził cały tabun rozdartych szparek. Wiadomo, każda chciała zostać wydymana przez Mi-szcza Skocz-ni. Porucznik nie miał już siły. Z jego chucią było wsio ok, ale ileż moszna? Szczególnie ostatnia trauma z Szatanem Cipuszko sprawiła, że na jebanie to on już ochoty zbytnio nie miał (poza tym, chuj go napierdalał jak ja pierdolę). No, ale szparki miały to w piździe – ruchać im chciało i chuj.

Maciuga zajebał z półobrotu pierwszej prosto w łechtahę – juha chlapnęła tak obficie, że caluśki pierwszy rządek biegnącego tłumu pokrył się szkarłatną posoką. Picze zakwiliły – „Teraz albo nigdy” – pomyślał nasz detektyw i wybił się z obolałych jąder najmocniej jak potrafił. No akcja jak w Matrixie – zwolnienie i te sprawy, rozdziawione rowy szparek podążające za lecącym Mi-szczem… Lądując, Porucznik rozmiazgał jeszcze ze trzy, może cztery sztuki wciąż zaskoczonych piździaw.

Puścił się biegiem ile sił miał w nogach – za sobą usłyszał tylko przeraźliwy skrzek tysięcy wściekłych szparek – były mocno wkurwione. Rękami rozganiał lecące w jego stronę kawałki gówna, które nie wiadomo skąd zaczęły go atakować (później dowiedział się, że były to gówniane działka samopowtarzalne – taki system obronny). Zaczął jebać tak nieprzeciętnie, że z tej radości puścił pawia na oddział spermchujów, które z naciągniętym na główki kondomami i okrzykiem „Adziaaaa!” lecieli w jego stronę.

„No pojebało, skąd oni wszyscy się nagle wzięli?” – ale nie było czasu na myślenie. Tu trzeba było działać. I to szybko!

- Nigdy więcej gumek! Zawsze już będę jebał bez zabezpieczenia!!! - krzyczy.

W momencie gdy kończył wypowiadać te słowa jego oczom ukazał się zajebisty otwór z trzepoczącymi, niczym drzwi na wietrze. Zaczęła go zastanawiać ta ogromna szpara. Czy to już wyjście? Czy może jakiś kolejny podstęp Szatana Cipuszko? No cóż do boju, dzielny detektywie. - pomyślał Maciuga i ruszył szybkim krokiem. Szedł z obawą, wiedział że Szatan czycha w każdym momencie, jeżeli nawet nie on, to jego przydupasy są zagrożeniem. Zbliżył się do wrót, okazało się że to jest wyjście, cipa z ogromnymi warami.

- Victoria! - wykrzyczał ile tchu w płucach.
Kurwa, przecież miałem wydostać się przez odbyt, znowu w coś się wpierdoliłem. Skoro tu już jestem to trzeba podjąć próbę wyjścia. - pomyślał.
Przekroczył bramy wrót. Zaczerpnął świeżego powietrza.
- Ach wreście bez smrodu kału i żelastwa!!

Rozgląda się dookoła i co widzi? Arena cyrkowa. Dookoła tłum skanduje: Maciuga, Maciuga, Maciuga!!! Chłop niewiele myśląc dobiega do mikrofonu.

- Przepraszam, czy tędy na Grunwald?
- Tędy - pada z widowni.
- A Krzyżacy byli?
- Byli, ale poszli.
- A gdzie poszli?
- Przed siebie. - odpowiedziała niemal cała publika.
- Acha, to też ide.
Zaczął się zbierać do marszu, udawał głupka, aby jak najszybciej czmychnąć i nie stać się ponownie ofiarą pochwoniacza.
- Hallo, Hallo. A jak z reszta programu? Kto wlezie tam spowrotem? - z ciekawością krzyczy niemiecki turysta.
- Możesz iść i ty. Sądząc po twoim wyglądzie to lubisz jak kobietki srają na ciebie wiec spodoba ci się w towarzystwie gówna wszelkiej narodowośc. - z zadowoleniem odparł Porucznik.

Wychodzi z areny, jest na zewnątrz. A tu niespodzianka. Balony, napisy witamy, flagi, konfetti. Maciuga zszokowany stoi jak wryty, nie może wydusić słowa. Nagle podchodzi do niego Sypała. Ściska go serdecznie.

- Bracie, czekałem na twój powrót. Teraz dopiero będziemy partnerami na służbie, niczym Flop i Flep.
- No witam, a skąd o tym sie dowiedziałeś? - dopytuje Maciuga
- Będziemy mieli czas to pogadamy. Teraz przywitaj się z innymi. Wszyscy się o ciebie martwili. Zniknąłeś tak nagle, nic nie mówiąc.
Maciuga ruszył przed siebie. Widzi i nie dowierza. Otóż przed nim staje Mariolka. Z wielkim brzuchem.
- Pokłknęłaś jakąś piłkę? - żartuje.
- Przecież to twój potomek, za dwa miesiące przybędzie na świat.
No tego to jeszcze nie grali! Ja i ojciec. No nic to, zrobie z niego prawdziwego policjanta. - pomyślał.
- Będziemy mieli córkę.

Maciuga zdegustowany, ponieważ w jego rodzinie co drugie pokolenie trafiają sie takie same cechy. Jego pra babka też była pochwołaniaczem, poźniej jego matka, a teraz będzie jego córka. Porucznik zacichł, złapał Mariolkę i udał się do swojego lokum.

W domku Porucznik musiał nareszcie trochę wypocząć, więc położył się na wyrze. Było zajebiście wygodne, jak nigdy dotąd idealnie dopasowywało się do jego pleców. Cudnie - pomyślał - przydałoby się coś zimnego do picia… piwko, tak, piweczko… Nagle na stoliku przy wozie zobaczył otwartego browarka, błagającego Weź mnie! Weź i wypierdol do cna! Było idealnie…. zbyt idealnie. Fakt, trochę dziwnie szybko potoczyła się akcja w ciągu ostanich minut. I skąd wszyscy wiedzieli, że jestem uwięziony w cipie?

Zaniepokojony Maciuga usiadł sztywno na wozie i patrzył jak wryty w ścianę, myśląc, co tak w ogóle się stało. Do pokoju weszła Mariolka z głupim uśmiechem na twarzy.

- Jak sie ma mój dzielny mężczyzna?

Ja jebie, brzuch, kurwa? Przecież jebałem mariolkę tylko w srakę, bo cipsko ma zaszyte!!! - w myślach wykrzyczał Porucznik.

- CIPUSZKO, KURWA JEGO MAĆ!!!
- O co chodzi Poruczniku?
- Spierdalaj - powiedział Maciuga, mistrz ciętej riposty i wybiegł z domu. Musiał jak najszybciej wócić do cipy, z której wyszedł do cyrku. To jest świat alternatywny, stworzony przez jebanego Szatana Cipuszko w wielkiej cipie, mieszkającej w cipie. Jakie to, kurwa, pojebane.

Porucznik dotarł do cyrku. Przedstawienie jeszcze trwało. Niewiele myśląc, Maciuga wbiegł na arenę i wykonał długi skok do prężącej się ciągle wielkiej, czerwonej cipy. Wpadając do środka usłyszał jeszcze owacje publiczności. Wiedział, że publika lewa, ale i tak się podjarał, że to jego oklaskują.

Maciuga poczuł znajomy smród śledzi i żelastwa i uspokoił się. Mógł przecież na zawsze zostać w alternatywnym świecie Cipuszko, w którym pobyt nie wart jest swojej ceny, bo ile to można zostać wyjebanym kutasem w kutasa? Pobyt w drugiej cipie pozwolił Porucznikowi uniknąć konfrontacji z oddziałami wcipnymi. W ogóle sytuacja wydawała się już spokojna, a cipa, z której właśnie wychodził stwarzała wrażenie śpiącej. Porucznik cicho wypełzł z niej i udał się w kierunku tunelu, prowadzącego do źródła. Wiedział, że musi się spieszyć, bo oddziały wcipne mogą zostać w każdej chwili zaalarmowane jego obecnością i zmoblilizować się w kilka sekund. Nic takiego jednak się nie wydarzyło i Maciuga dotarł do tunelu. Przed wejściem podrapał się po dupie. Nie wiedział, że jego dupa ma magiczną moc - za każdym razem, jak podrapie się po niej, ktoś inny dostaje zajebistej sraki i dwa dni wali dalej niż widzi. W sumie całe szczęście, że nie wiedział, bo pewnie drapałby się cały czas…

Po przejściu kilku metrów tunelu, spotkał ponownie strażniczkę u źródła - małą cygankę ze skrzydełkami. Tym razem był jednak gotów - znał hasło.

- Witaj wędrowcze, jestem strażnikiem przełęczy u źródła. Dalej nie przejdziesz. - usłyszał znaną już gadkę cyganki.
- Spierdalaj - odpowiedział i poszedł spokojnie dalej.

I… nic sie nie stało, cyganka wzruszyła ramionami i odróciła się w stronę wejścia tyłem do Maciugi. Porucznik szedł pewnym krokiem dalej, aż jego oczom ukazało się źródło wszelkiego smrodu w cipie. Na niewielkim podeście stały dwa wiadra ze stali ocynkowanej. Jedno wypełnione było starymi śledziami, drugie zardzewiałym żelastwem. Porucznik zdziwił się trochę - więc każda stara baba ma w cipie takie źródło? E… z resztą, chuj z tym. Muszę poszukać wejścia do jelita.

Porucznik rozejrzał się i zobaczył w podłodze za źródłem właz z napisem Gówniany tunel.

- To musi być właściwa droga! - powiedział sam do siebie.

Szybkim krokiem Maciuga podbiegł do włazu i otworzył go. Ze środka buchnął straszliwy smród gównianej rzeki, która rwącym nurtem płynęła pod nogami Porucznika. Mamuśka miała akurat srakę, więc była szansa, że nie będzie musiał zbyt długo pływać w gównianym potoku. Porucznik zatkał nos i wskoczył do włazu, jednak w momencie wskoku, zawadził łokciem o brzeg otworu włazu i dłoń zaciskająca nos bezwładnie powędrowała do góry pozwalając smrodowi pieścić nozdrza Porucznika.

I chlupnął Porucznik w tę gówna rzekę. I poniósł go w dal ten nurt zdradliwy. I chlupot był większy, i gnał coraz prędzej, jak gdyby to była piłeczka, nie stal. I zwieracz mu puścił, bo smród go zabijał. I gówno do ust mu wpadało jak chuj. I rzygać nie może, bo gna coraz prędzej i pęd ten mu cofa te rzygi z powrotem. Już śmierdź widzi z kosą. To nie kosa, lecz kał. I jeszcze ona tym kałem jebnęła gdzieś w dal. A cóż to, a jak to tak, a skąd widzę znak? Maciuga nie wierzy, co widzi, a widzi ten znak. Ten znak co go tutaj postawił kiś wał. Na znaku jest napis: „Spierdalajże pan!” Jest wyjście! Światełko w tunelu. „Hura!” I koniec podróży przez rzeki ten kał.

Porucznik leżał z głową na krawężniku – był przytomny, ale nie miał zamiaru na razie się podnosić. To było ponad jego siły. Nawet się nie ruszał. Był obsrany dokumentnie. Nie było najmniejszego milimetra na jego ciele, które nie byłoby jebitnie pokryte kałem. Zresztą, wyglądał jak niezły kawał gówna, więc co się dziwić.

Za sobą usłyszał dziwne odgłosy, jakby włączył się jakiś kurewsko wielki odkurzacz. Odwrócił głowę. Na ziemi, jakieś 20, może 30 metrów od niego leżała Mamuśka. A ten dźwięk wydobywał się z jej pizdy. Maciuga szybko złapał się latarni i przyssał się do niej niczym pijawka.
- Nie wrócę tam! Słyszysz?! NIE WRÓCĘ ZA CHUJAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!
- Synku, ale ja cię kocham… - pizda Mamuśki powiększała się coraz bardziej. Siła ssąca ściągała wszystko, co nie było mocniej przytwierdzone do ziemi - metalowe kosze, gazety, piły łańcuchowe, puchary… Detektywa uniosło w górę – ssanie weszło chyba na większe obroty…
- Chodź do mamusi, kochanieńki… No chodź…
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE…

Nie wiadomo skąd na ulicy, na której rozgrywały się te iście drakońskie sceny, pojawił się Sypała z oddziałem Sromu.
- Co jest, kurwa? – zakrzyknął i… no i się zesrało.

Mamuśka usłyszała drugiego ze swoich synków i coś jej się w piździe popierdoliło. Zaczęło ją wyginać do środka - normalnie tak jakby chciała se minetę trzepnąć. Najpierw zassało jej głowę, a później resztę – efektownym „puk” Mamuśka sama wessała się do własnej pizdy. Na ulicy zapanowała cisza.

Brama do cipowatej przestrzeni Mamuśki została zamknięta raz na zawsze. Mamuśka zniknęła. Na szczęście wbrew prawom fizyki nie zaszło zjawisko czarnej dziury i całe miasto, planeta i galaktyka nie zapadły się do środka. Porucznik przynajmniej upewnił się, że czarne dziury nie mają nic wspólnego z pizdą.

Sypała podszedł do porucznika i kawałkiem gazety leżącej na ulicy zaczął wycierać go z gównianego szlamu. Kolor skóry porucznika nieco rozjaśniał, ale nadal pozostał czekoladowo-brązowy, w końcu Maciuga był murzynem (nie znał swojego czarnego papy, ale wszystko wskazywało na to, że miał sporego chuja w przeciwieństwie do białego ojca Sypały - męża Mamuśki). Razem ze zniknięciem Mamuśki zniknął więc też problem tego kiedy został spłodzony (czy Mama dała dupy na dworcu, w cyrku czy w innym miejscu). Bycie czarnuchem miało też swoje dobre strony. Udało mu się ukryć przed wszystkimi swoje żydowskie pochodzenie - zarówno Mamuśka jak i jej mąż byli czystej krwi żydami.

Następnego dnia odbyła się ceremonia wręczenia orderów cipowatych bohaterów zarówno dla Maciugi (jako pierwszy i ostatni wydostał się z cipowatej przestrzeni) jak i dla Sypały, którego interwencja została uznana jako ostateczny i niszczycielski cios dla Picza-Madra (taki kryptonim nadali Mamuśce agenci CIA bezskutecznie starający się ją usidlić przez wiele lat). Maciuga (już umyty i przebrany w elegancki garnitur) wypowiedział parę słów do mikrofonu. Właściwie to do głowy przyszło mu tylko jedno zdanie - “Srać mi się chce kurwa”. Zgromadzeni obywatele odpowiedzieli gromkimi brawami. Jak zwykle przy takich okazjach z widowni padło parę mocniejszych słów jak “Spierdalaj bananie”, “Żryj gówno czarnuchu” itp. Maciuga jednak już w podstawówce z pomocą pani pedagog nauczył się radzić z tego rodzaju przytykami.

Po ceremonii udał się swoim polonezem do domu. Drzwi były uchylone. Wszedł cicho trzymając w dłoni już odbezpieczony pistolet. Na krześle w dużym pokoju tyłem do wejścia siedziała jakaś postać. Maciuga nie wiedział kim jest, podszedł trochę bliżej z wycelowanym w jej głowę pistoletem…
… - Maciuga odłuż tą pukawkę. I tak nie zniszczysz mnie. Udało Ci się wydostać, ale teraz będe zawsze przy twym boku.
- O, Szatan Cipuszko. Myślałem, że już się nie spotkamy.
- Zapamiętaj jedno: Bezemnie na ramianiu zginiesz śmiercią tragiczną. Będziesz żygał i srał żyletkami i kawałkami szkła aż się wykrwawisz i twoje czarne kapsko puści ostatnie tchnienie, śmierdziela.
- Więc cóż mi pozostało. Bądź moim Panem i Władcą. Poświęce się tylko tobie.
- Ja mam taką nadzieje.
- Mam niewielką prośbę. Chodzi mi o umilenie życia jednej osóbce. - odparł Porucznik.
- Któż to jest?
- Do konca to nie wiem, czy to kobieta czy mężczyzna. Ale jest chyba z pochodzenia Niemcem, przynajmiej sprawia takie wrażenie, że ma coś wspólnego z nazi-fanami. Lata jak meszerszmit po podwórku i kogo tylko spotka na drodze to drze się na niego wniebogłosy.
- Coś pomyślimy nad zaistniałą sytuacją. …
Cipuszko udał się w otchłań czeluści. W pokoju unosił się lekki zapaszek palonej siarki.
- Co za cudowny zapaszek. Brakowało mi go. - odparł na głos Maciuga.
Porucznik powolnym krokiem udał się do tajemniczego pokoju, w którym miał ołtarzyk, ku czci Szatana. Wiedział, że cały czas jest na podglądzie. I musi udowodnić swoją przydatność dla jego jedynego Pana.
Należy poczynić jakieś środki aby upokorzyć mojego nowego faworyta. - pomyślał. Nie daruje za te lata prześladowań mojego narodu żydowskiego, za te gazy, za głodówki, za strzelanie, kąpiele w kwasie - zniszcze trgo osobnika. Porucznikowi podniosło się ciśnienie, serce zaczeło kołatać, pot ociekał po twarzy, delira dloni - gdyby trzymał szklankę z wodą zapewne by nic w niej nie pozostało. Te, niemieckie świnie, zginął na moich oczach.
Maciuga po chwili uspokoił się, usiadł spokojnie na brzegu łóżka. No, długo mnie nie było, jakaś zdrowa cipka by się przydała. - pomyślał.
-
Memory 5 - Maciuga i wszystko jasne.
Mija 15 minut, u drzwi jego staje biękna blondi. Duże, niebieskie oczy (piersi oczywiście), długie zgrabne nóżki, które ciągnęły się od podłogi aż po jej piersi. Cudo - pomyślał. Ale w tym samym momencie czar prysł. Odezwała się.
- Jestem Matylda - jebneła meskim basem.
- O kurcze, nie masz przypadkiem nic wspólnego z niemieckimi pływaczkami z lat 80?
- Cóż, tak jak chciałeś. Miałbyć transwestyta, więc jest. Czy zajmiemy się sobą czy mam stąd spadać?

Porucznik zaniemówił. Stoi i nie wierzy w to co się dzieje. To kolejny podstęp Cipuszki - pomyślał.
- Zaparaszam dośrodka, potrzebuję pewnych informacji. A wiem, że masz kontakty zarówno ze wschodem(żółtki), zachodem (szkopy) i krajami dawnego układu komunistycznego (rumunia). Czy pomożesz mi w kilku kwestiach?
- Za odpoweidnią cenę napewno się dogadamy.

  • Zarówno komentarze i trackbacki są tymczasowo niedostępne.
  • Trackback URI: http://maciuga.top838.com/index.php/opowiadanie/rozdzial-10-powrot/trackback/
  • Komentarze RSS 2.0

Komentarze są zamknięte.