Rozdział 1 – Jego imię Porucznik

Był piękny kwietniowy poranek. Słoneczko prażyło nadwyraz mocno – Porucznik Maciuga pomyślał, że jego lipcowy urlop, pierwszy od kilku lat, mógłby tak wyglądać. W błogiej radości postanowił zrobić sobie przed służbą wyjątkowe śniadanie, jednak po wizycie w lodówce stwierdził, że brakuje prawie wszystkich składników wymarzonej kanapki. Tak, “Kanapka policyjna, nad wyraz familijna, pyszna i zdrowa, jak woda sodowa, spróbujcie sami, jedzcie zębami, kanapka z dodatkami” i do tego “Bułka pigułka”, “Kawusia smakusia” i “Cukierek wróbelek” to obowiązkowy zestaw śniadaniowy Porucznika Maciugi w takie dni. Cóż, trzeba wyruszyć do sklepu.

“O ho” – pomyślał Porucznik i cofnął się w półkroku. Jego jelita domagały się opróżnienia – twarz Maciugi wykrzywiła się w delikatny grymas niezadowolenia. Nie dlatego, że miał problemy natury fizjologicznej, ani na pewno też dlatego, że czas spędzony w łazience opóźniałby jego poranne czynności, tylko…

- A ty co, znów leziesz po te pedalskie składniki do tych pociotowatych kanapeczek-sranapeczek, bułeczek-sraleczek i kawusi-sralusi?! – Mr. Klop. Porucznik czasami się zastanawiał dlaczego jeszcze nie wyrzucił tego “inteligntnego sedesu” na śmietnik. Wciąż pamiętał jak kupił go na Allegro od użytkownika “sramnato” (Supersprzedawca) – wówczas nie wiedział, że “Pierwszy na świecie inteligentny sedes, z zestawem głośnomówiącym. Powiedz głośne “NIE” nudzie podczas sraczki!”, okaże się w rzeczywistości sfrustrowanym, nieudanym eksperymentem Szalonego Naukowca.

- Do ciebie mówię! – problem był jeszcze jeden. Mr. Klop był złośliwy. Wbudowany w jego konstrukcję “zestaw głośnomówiący” miał spory “wygar”…

- A więc będzie sranko! Uwaga, uwaga – Porucznik Maciuga będzie sobie, mili Państwo, srał! – te słowa słyszeli wszyscy mieszkańcy bloku, w którym mieszkał Porucznik. Mr. Klop podłączył się bowiem (a jakże, inteligentnie!) do systemu kanalizacji ściekowej budynku i niemal o każdej czynności fizjologicznej Maciugi wiedzieli wszyscy jego sąsiedzi. To w sumie nie było jeszcze takie straszne – najgorsza była “transmisja na żywo”. Każde, nawet najmniejsze pierdnięcie Porucznika, ze zwielokrotnioną mocą dźwiękową (Mr. Klop nie obczaił jeszcze jak przenosić skutecznie woń) słyszalne było w każdym mieszkaniu bloku przy ul. Pikaczu 6.

“Bądź silny” – pomyślał Porucznik. “Nie będzie sedes, nawet inteligentny, pluł ci w twarz!” – zbierał powoli siły. “I dzieci ci germanił!” – był prawie gotów. “Wstąpiłem na me działo!” – był gotów.

Ręce mu drżały. Nie bał się od bardzo dawna, ale teraz oblał go zimny pot i ciarki przechodziły po całym jego ciele, nie omijając czekoladowego oka.

Adrenalina i zdenerwowanie przywowały obrazy z przed lat. Wtedy musiał uciekać przed swoimi ziomkami, gdy wódz Mao nakazał palenie i rabowanie zbuntowanych wiosek, ze szczególnym okrócieństwem nakazując obchodzenie się z małymi chińskimi dziewczynkami. Yyyghhh – ryczał wtedy jak lew.

Na szczęście te czasy już przeminęły. Reżim co prawda nadal trzyma włądzę w jego kraju, ale teraz on może z nim walczyć. Chujci Dotego (czyt. hujczi dotego) uspokoił się i skutecznie wtopił się w tłum chińskim sprzedawców na stadionie 10-lecia witając się ze znajomymi handlarzami, kolegami po wachu. Nawet jego pobratymcy z bazaru nie wiedzieli o prawdziwych zamiarach Chujci Dotego.

* * *


O zamiarach Chujci Dotego jego małe chinskie ziomki dowiedzieli się tego samego wieczora. Spotkali się wieczorem na imprezie w małym chińskim lokalu, gdzie role kelnerów pełnią dwunastoletnie tyrajace co wieczór pałe małe chińskie dziewczynki. Kumpel Chujci – Dupo Lizus, widząc kręcące sie dookoła kelnerki sądził, że dobrą zabawę zakończy gorący spust jego spermy na twarz jednej z małych dziewczynek.

- To kiedy te kelnerki będą się nami zajmowały? – spytał Dupo.

- Spokojnie, spokojnie , na wszystko przyjdzie pora – odparł Chujci.

Alkochol lał się litrami, w pewnym momencie Dupo zaczął mieć problemy z koordynacja ruchową, stracił świadomość.

– Kurwa, gdzie ja jestem? – pomyslal Dupo

U jego boku w łóżku leży mała chinka. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby ta dziewczynka nie była obsrana i oszczana na twarzy.

– Pierdole, więcej nie piję tej ryżówki, bo zawsze kończy się tak samo – pomyślał Dupo. Kac był niemiłosierny i nawet widok słodko śpiącej kelnereczki z gównem i szczylami na twarzy nie stłumiła uczucia totalnego wyprucia. Dupo przyzwyczajony był do takich poranków, więc tylko pospiesznie wychłostał dziewcze kutasem po twarzy, wskoczył w spodnie i popędził do Chujci – przecież mają wspólny plan.

* * *


Porucznik Maciuga nieświadomy tych wydarzeń bestrosko szykował się do wyjścia do warzywniaka. Nagle poczuł znajomy smród..

– Coś tu śmierdzi – pomyślał.

– Hałdi-hoł – w gadającym, niemiłyk kiblu rozległ się radosny śpiew.

– Pan Bobek! – krzyknął szczęśliwy Maciuga – Co robisz tu tak wcześnie, Panie Bobku?

– Postanowiłem przejść się z Tobą do warzywniaka, mam tam do załatwienia kilka spraw.

– Ok, ruszajmy

Pan Bobek był bardzo bliski Maciudze, gdyż narodził się w jego dupie. Od początku Maciuga bardzo przywiązał się do Pana Bobka i szybko zostali przyjaciółmi. Maciudze przestało nawet przeszkadzać sprzątanie całego domu po zabawach z Panem Bobkiem – lubił ten kawałek gówna.

Podczas spacerku do warzywniaka Maciuga radośnie gaworzył sobie z Panem Bobkiem. Jego uwagę przykuł dziwny samochód przejeżdzający przez osiedle. Nigdy wcześniej go tu nie widział. – Ciekawe – pomyślał.

- Panie Bobku, czy widziałeś wcześniej ten samochód?

… Cisza …

- Panie Bobku?!!

I w tym momencie usłyszał za plecami pełen wściekłości krzyk

– Kurwa, wdepnąłem w jakieś gówno!!! Ja pierdole, gdzie ci ludzie srają?!?!

– Paaanieee Boooobkuuuu – Maciuga zanosi się płaczem – Paaaaniee Boobkuuuuuuuuuuuuu!!!!! Nieeeeeeeee!!!

* * *


Maciuga budzi się zlany zimnym potem. Łóżko rozjebane, pościel wala się po całym pokoju. Porucznik pospiesznie rozejrzał się po pokoju. Szybko pobiegł do kuchni. Są! Są wszystkie składniki do kanapek. Oczywiście, przecież zawsze są! Szybko pobiegł do kibla. Kibel miłym głosem przywitał się z Maciugą. Tak! Tak! Tak czułem, że coś nie gra, przecież kupiłem wersję “przyjaciel dupy”, a nie jakiegoś obrażonego skurwysyna. Nagle w głowie Maciugi rozbrzmiał alarm: PAN BOBEK!!!

Zapierdala przez przedpokój niczym Otylia po autostradzie, wpada spocony do niewielkiej alkowy, rozchyla szybkim ruchem baldachim niewielkiego łóżeczka i…

– Co jest, kurwa? – Pan Bobek był wyraźnie niezadowoly, że ktoś budzi go w środku nocy (była 8 rano), w dodatku jeszcze sapie nad głową. – A to ty… Wybacz stary, ale gościa mam i trochę nam przeszkadzasz – Porucznik dopiero teraz zauważył lekkie poruszenie pod kołderką – Kochanie, pozwól, że ci kolegę przedstawię… Poruczniku, to jest 100-lec, 100-lec, to jest Porucznik…

– Jesteś pedałem? – głos Maciugi nie zdradzał zaskoczenia.

– Zaraz pedałem… Niewinna przygoda, ot co…

“A w dupie to mam kto komu sadzi w kakałko” – pomyślał Porucznik i nagle jego ciałem targnął nagły spazm.

– Aaaaaa, wizja… znowu wizja… – Porucznik miał Dar. I właśnie teraz dał on o sobie znać.

- Dziewczynka… mała… azjackiej urody raczej… na twarzy wyraźne ślady… gówna i szczochów… coś mówi… wskazuje palcem w stronę… Wielkiej Krokwi… na lecącego skoczka w biało-czerwonym mundurku szkolnym… nie, on jest nagi, a fiut mu sie dynda… coś ma napisane na lewym jądrze… robię zooma… “Joł Ziom”… zmiana… teraz widzę wielki kalafior, który kłóci się z marchewką… cięcie… Rwij suta, kozi szczochu! – koniec wizji. Porucznik pada na glebę, z nosa poleciała niucha…

“Masakra” – myśli i kieruje swe kroki do kuchni. Trzeba w końcu przygotować sobie te kanapki.

Ale najpierw wysram się w końcu – pomyślał Maciuga. Szybkim krokiem, żeby nie tracić już i tak straconego dnia, porucznik udał się do sracza. Tak jak zawsze chwila skupienia wywołała u niego bezcelowy potok myśli. Hmm… co mam dzisiaj zrobić? Pójść do sklepu? Nie, wszystko mam już zakupione – jak zwykle – a te wizje… kim był facet z wołsami, który podeptał pana Bobka? Czy ja go skądś nie znam? Ilu ludzi znam, ilu mam przyjaciół, do czego doszedłem w życiu, czy jestem szczęśliwy? Porucznik spóścił głowę, odetchnął. Doszedł do wniosku, że to już koniec srania na teraz. Oderwał kawałek papieru od zwisającej ze ściany rolki, złożył go w pół wypustkami na zewnątrz tak jak zwykł to robić i jął się podcierać. Gdy zanurzył palec trochę głębiej zorientował się, że tak bliski już koniec srania zaczął znów się oddalać. Małym jeno musnięciem czekoladowego wulkanu przywołał zdawałoby się kloca giganta.

Porucznik nie dał się ponieść emocjom i chłodno przeliczył pozostałą na rolce ilość krateczek nie zużytego papieru. Papier swoją drogą miał dosyć oryginalny, każda rolka zawierała bowiem kolejną lekcję nauki języka chińskiego. Cztery kratki – stolec miałem dzisiaj dosyć suchy – wystarczy… Nie wystarczyło. Kwadrans później Maciuga wyszedł spod prysznica z czystą i świecącą jak po niezłym lizańsku dupą. Włączył suszarkę do włosów i podmuchał trochę po rowsku, żeby nie zwilżyć majtek nie do końca suchą dupą w ten zimny grudniowy poranek.

Wyłączył suszarkę, wsłuchał się chwilę w dochodzące z kuchni dźwięki radia i hałas dochodzący z ulicy. Udało mu się wyłowić spośród nich melodię dzwoniącego telefonu. To na pewno kapitan. I znów bez śniadania – pomyślał porucznik, pobiegł do telefonu i podniósł słuchawkę.

– Porucznik Maciuga, słucham?

- Cześć, skarbie!!! – padlo zalotne stwierdzenie

Maciuga stanął na baczność w jednej chwili. “Skarbie???!!!, czego jakaś babo ty ode mnie chcesz. Czyżbym czegoś nie pamietał???” – pomyślał.

Nie wiele się zastanawiając rzucił brutalnym głosem do słuchawki: “Czego???!!!”

- To ja, Twoja suczka. – odparła nieznajoma.

- Suczka!!! A co ja jestem podobny do psa???

- No, raczej nie jesteś podobny do psa, ale macie podobne zachowanie.

- A jakie to zachowanie, bo nie wiem o czym mowisz?

- Tak jak psy liżesz sobie jaja!!! I nie mow teraz, że nigdy tego nie robiłeś!!!

Porucznik zdegustowany całą rozmową zamarł w ciszy. Przez jego głowę przeszło – Kurwa!!! Czegoś nie wiem o sobie. Po chwili zadumy Maciuga spojrzał odruchowo na zegarek. O kurwa! – szepnął pod nosem – Spóźnię się do pracy!

Zostaw odpowiedź

Musisz być zalogowany aby pozostawić swój komentarz/p>